środa, 2 października 2013

Łolkin in Mempis, łoooł....

Swojego czasu namiętnie uprawiałyśmy z eN flatwalking. Jego ideę eN wyjaśnia tutaj, zaś pamiętne te chwile zostawiły we mnie swój ślad w postaci mądrości życiowych. Każdy ma jakieś mądrości, pan Cimoszewicz na przykład, że "PO robi wrażenie, że się boi", pani Górniak, że "najbardziej wzmacniający jest rosół", a pan Puchatek, że "miodek najlepszy na wszytko". Z flatwalkingu mądrości mam dwie:

Mądrość 1.
Od samego chodzenia też można się zmęczyć.
Odkrywczość stwierdzenia nie zna granic, tłumy szaleją, w gremium premiującym do Nobla nastało poruszenie. Prawie jak Ameryka.
Z tym, że zmęczenie i spalanie tłuszczu to dwie różne rzeczy. Owszem, podczas spaceru palimy kalorie (spokojny spacer to około 100-150 kcal w godzinę), ale to raczej nie są kalorie pochodzące z tłuszczu- żeby go spalić, należy podnieść tętno do 65-75% HRmax, czego nie da się raczej dokonać chodzeniem (chyba, że jest to naprawdę szybki, energiczny marsz - ale wtedy to już nie jest rekreacyjny spacerek). Nie jest na tyle intensywne, żeby zużywać duże ilości glikogenu z mięśni, nakręca metabolizm w raczej małym stopniu.
Inna sprawa, jeśli chodzimy po górach bądź dużej ilości schodów - wtedy wkładamy w chodzenie dużo więcej wysiłku. Albo gdy targamy jakieś obciążenie - wypchany książkami plecak, siaty z zakupami, dziecko..;)
Tak więc dla wszystkich, którzy jako aktywność fizyczną wyliczają "poszłam na spacer" mówię - popieram jako formę spędzania czasu wolnego, jako sport traktuję spacery raczej uzupełniająco. Po treningu można sobie pospacerować. Dla odpoczynku (nawet jeśli lekko męczącego).


Mądrość 2.
Przy temperaturach w okolicy zera cienkie trampeczki doprowadzą do skostnienia stóp.
Tego chyba nawet nie trzeba tłumaczyć. Wieczornej randki z aspiryną chyba też nie :)

Ponieważ szczodrość ma nie zna granic, podzielę się z Wami jeszcze jedną mądrością. Nie własną, wyczytaną na stronie fit.pl - "Rok noszenia dużej damskiej torebki, z którą na co dzień widuje się kobiety na ulicach, to wydatek energetyczny, który w zupełności wystarczyłby na kołysanie przez miesiąc małego hipopotama". Czyli, że tak mimochodem jednak każda z kobiet ćwiczy siłowo!

A teraz GRATIS!
Znaleziony w zapiskach sprzed 4 lat, taki flashback. Niech będzie, że robię prywatę :)

"29 października 2009 r.

Sen mnie zbudził straszliwy 10 minut przed budzikiem.

Otóż śniło mi się, że się miałam z Makseksim spotkać. Niemniej luba jego w domu była, ale Makseksi był na głodzie takim, że zaprosił mnie mimo to. Autem pojechałam – nie wiem czyim, bo przecież własnego nie posiadam.  Jak się dowiedziałam, że luba w domu, to nie chciałam wejść, odegraliśmy więc scenkę, że potrzebuję porady i na legalu weszłam a Makseksi mnie tam po tyłku już klepał.

Rozsiedliśmy się na kapnapach, delikatnie odsłoniłam posiadane na nogach pończoszki, dziecię jakieś siostrę Alicji do złudzenia przypominające nam towarzyszyło(alter ego samego diabła jak mam wyrazić swe skromne zdanie) , i już już iskry się zaczęły sypać, gdy luba wparowała do pokoju. Obrzuciła nienawistnym spojrzeniem pończoszki me. Starając się iskry ugasić zagaiłam temat mojego byłego  – a w tedy luba, we śnie znacznie ładniejsza niż w rzeczywistości (kiedy to prezentuje raczej męski typ urody, kobiecie dość nie pasujący jak by nie było), wyparowała:

-Jak bym miała taką grubą dupę jak Ty, też by mnie żaden nie chciał.

Zatkało mnie. Makseksi oczywiście milczał, no bo jaki facet by się tu odezwał… Powiedziałam więc Paszczurze wstrętnej na osobności już, bo pod pozorem uprzejmości zaniosłam jej szklanki do mycia, że wolę mój tyłek od jej patykowatej postury – bo może i wyglądała jak modelka, ale ani to cyca, ani zadka nie miało – bo przynajmniej jest za co złapać. Paszczurę zatrzęsło z oburzenia, jak by cellulit miała to też by się jej zatrząsł, i rzekła czym prędzej, że chociaż do jej tyłka facet od razu się może dobrać nie przedzierając w zwałach tłuszczu. Zdążyłam odpyskować, ze przy jej puszczalskiej naturze to bardzo przydatne, gdy się obudziłam.


No coś takiego! Przy śniadaniu sama nie wiedziałam o czym myśleć, czy to o tym Makseksim, bo czemu się śnił niby, czy o tej grubej dupie, bo co jak to prawda? No naprawdę dylemat. Potem pobiegałam po schodach i mi trochę przeszło.Nie dla przyjemności biegałam a ze sklerozy rzecz jasna."

1 komentarz:

  1. hej obserwuje Twój blog od jakiegoś czasu i musze Ci powiedziec, że znalazłam w sieci fajny program do sprawdzania ile jeszcze sadełka trzeba zrzucić :) SPRAWDŹ-SYLWETKE

    OdpowiedzUsuń