niedziela, 24 sierpnia 2014

Setny post: Śpiąca Izolda.

Jedną z rzeczy, których o mnie (chyba) jeszcze nie wiecie jest fakt, że potrafię zasnąć w niemal każdym środku transportu. Spałam już w pociągach, autobusach, tramwajach, dosypiałam w metrze. Samochody to rzecz oczywista – jestem jak dzieci, wożone przez rodziców po osiedlu, bo tylko w ten sposób są w stanie zasnąć – słyszę dźwięk przekręcanego kluczyka i moje powieki robią się ciężkie prawie tak, jak mój tyłek ;) Ostatnio trochę z tym walczę (sukcesywnie!), ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Moja przyjaciółka po dziś dzień wypomina mi, że spałam na wycieczce dżipem po Saharze, obrywając łbem o blaszany sufit niemal przy każdej piaskowej górce, czyli często... Na swoją obronę mam tylko to, że noc wcześniej nie spałam, ale to tak czy inaczej był hardcore..


Gwiazdami zdjęć tego posta są Wtorek (kot) i Miauki (ponoć też kot, ale krążą plotki, że to albo niedźwiedź albo zupełnie nowy gatunek)


Być może bierze się to stad, że jestem notorycznie niewyspana. Z reguły kładę się spać między północą a drugą w nocy, wstaję między 6 a 7 (z obowiązkową przerwą o 4:30, bo wtedy budzi mnie Wtoras domagając się śniadania; mądralom od wychowywania kotów od razu mówię, że ignor w tym wypadku nie działa, próbowałam. Kilka dni z rzędu byłam omiaukiwana i deptana od 4:30 do momentu wstania z łóżka).
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ogromnym błędem jest sypianie po mniej niż 5h na dobę. Mój organizm ma nikłe szanse na regenerację, a dopóki nie wpompuję sobie do krwiobiegu odpowiedniej dawki kofeiny, jestem nie do życia (a to dawka spora, jako że niemal od zawsze mam niskie ciśnienie. W badaniach lekarskich, które dołączało się do podania o przyjęcie na studia, pani lekarka wpisała mi 100/60 z komentarzem werbalnym „Muszę Ci zawyżyć bo inaczej pomyślą, że cały czas śpisz”).



Wracając do tematu, sen jest elementem w regeneracji niezbędnym. Eat, train, sleep, repeat – tak mówi wiele obrazków motywacyjnych, prawda? Niestety, przy moim trybie życia i ilości obowiązków, czasem trudno znaleźć mi czas na porządne wyspanie się – odbijam sobie w weekendy śpiąc czasem nawet do 11 :) Moim rekordem było około 48 godzin zupełnie bez snu. To były czasy, kiedy dopiero raczkowałam w Warszawie, udało mi się dorwać dodatkową pracę i gonił nas deadline. Wyglądało to tak, że zaczęłam pisać w (powiedzmy, bo nie pamiętam dokładnie dnia) środę po pracy, skończyłam koło 3, na 3h położyłam się spać, wstałam po 6 żeby na 9 być w regularnej pracy (pracowałam w centrum, mieszkałam na Bródnie, Warszawiacy wiedzą what it means), po której byłam w domu po 18, usiadłam do pisania natentychmiast z silnym postanowieniem, że położę się na 2-3h choćby. Gdy w trakcie pracy zerknęłam na zegarek okazało się, ze jest 6:30 rano i trzeba się zbierać do normalnej pracy.
Wtedy człowiek jest trochę jak na jakiś prochach, nienaturalnie pobudzony, choć nieludzko zmęczony. Jak nietrudno się domyśleć, po powrocie do domu znów było pisanie... Gdy w piątek wróciłam do domu, od razu ległam w łożu, obudziwszy się jakieś 14h później. Świat znów miał normalne kształty.

Wcześniej taka noc całkiem bez snu zdarzyła mi się raz, podczas jednego z ognisk tuż po mojej transformacji w brunetkę. Wraz z Alicją postanowiłyśmy nie spać by pilnować ognia. Jak się okazało, bezsenność wzmogła naszą wrodzoną złośliwość, która ewoluuje gdy jesteśmy razem... Jesteśmy wówczas trochę jak te Harpie z książki Chmielewskiej i trudno z nami wówczas nie zwariować. Niejaki Rafał z mordem w oczach słuchając naszych złośliwości (nie nasza wina, że obudziwszy się nad ranem przejął pieczę nad ogniskiem od bab i od razu poległ :P ) mocno zmaltretował nożem ziemniaka. Zarówno Alicja jak i ja bardzo, ale to bardzo umiałyśmy się w roli ziemniaka postawić. Podejrzewam, że Rafał również nie ziemniaka widział wbijając weń zimne ostrze.



Teraz kilka faktów – nieprzespana noc robi wiele złego. Jedna mocno przespana niweluje to złe ale nie oznacza to, że można sobie bardzo pozwalać.
„Sen nie jest luksusem dla ludzkiego organizmu, to prawdziwa konieczność” - tak zaczyna się artykuł w „Sport dla wszystkich”, który był inspiracją dla tego posta. Stąd też pochodzą poniższe, godne uwagi informacje:
  • Jedna bezsenna noc potrafi sprawić, że po organizmie krąży od 20 do 30 % mniej komórek układu odpornościowego, odpowiedzialnych za zwalczanie wirusów i nowotworów. Dobra wiadomość jest taka, że jedna dobrze przespana noc powoduje, że wszystko wraca do normy.
  • osiem godzin snu to wartość umowna – tak naprawdę potrzeba snu zależy od fizycznych i psychicznych obciążeń w ciągu dnia. Ostrzejsze treningi i stres w pracy automatycznie windują w górę ilość godzin, jakie powinniśmy przeznaczać na sen. Nie zapominajmy o tym!
  • obecnie śpimy średnio 7 godzin dziennie i jest to o 20% mniej niż spali nasi dziadkowie, a pracujemy o 10% dłużej!
  • NIE warto jednak pomijać treningu po ciężkiej nocy. Ratunkiem jest tu 30-minutowa drzemka. Nie dłużej – co jest udowodnione naukowo. Dłuższa drzemka spowoduje bowiem, że będziemy śpiący do końca dnia. Krótsza zregeneruje siły i pomoże zrobić nawet bardzo ciężki trening mimo spadku sił spowodowanego kipską nocą.
  • bezsenne noce wpływają bardziej na wytrzymałość niż siłę maksymalną. Dobry rozwiązaniem w dni po bezsennej nocy jest zatem trening krótki, ale intensywny.
  • jedna noc nie powoduje jeszcze znacznych ubytków sił w organizmie, więc nie pobłażajmy sobie za szybko :) Dopiero parę nocy z rzędu robi różnicę. Stay strong ;)
  • ponoć jeśli bezsenność jest dopiero raczkująca, warto z nią zawalczyć suplementacją. Przed snem można zażyć mix wapnia , magnezu i witaminy C.


A ponieważ kończę ten post późnym wieczorem, więc... dobrej nocy! :) Karalouchy pod poduchy i takie tam czerwone kapturki :)

14 komentarzy:

  1. Skoro tak mało śpisz to nie dziwię się, że jesteś śpiąca i wszędzie zasypiasz.
    Ja natomiast muszę mieć ciszę i nigdzie indziej nie zasnę jak tylko na łóżku, chociaż kto wie jakbym spała tyle co Ty być może też i bym wszędzie spała. :)

    http://idzpocwiczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się w sumie nie dziwię.. Ale czasem tak jest. Jak teraz np, godzina 2:45 a ja się powoli zaczynam robić śpiąca...

      Usuń
  2. Ooo tak spanie w drodze przez sahare to byl hardcore :-P Jednak z perspektywy czasu i doświadczeń ta tendencja to chyba nie tylko wynik braku snu. Mój mąż również zwykł usypiac w najdziwniejszych miejscach mimo przesypiania zwykle pełnej nocy. Przyklad: znana podroznikom patataja na odcinku przejście graniczne Olszyna - węzeł drogowy krzyżowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiednia dawka snu jest obowiązkowa. Nie ma to tamto!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny i ciekawy wpis! :)

    Pozdrawiam

    ____________
    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha nie wierzę, to pierwsze zdjęcie wymiata!! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napatrzył się na znak Nike na moich butach do biegania i tak wyczynia ;)

      Usuń
  6. Zdecydowanie za mało śpisz. U mnie zasada jest taka, że zasypiam o 22 a budzę się około 6 i to jest w sam raz. Dzięki temu zapierniczam w pracy jak króliczek Durexa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie Duracella? ;)
      Od 22 do 6 - do tego dążę i udało mi się ze 3 razy w życiu...

      Usuń
  7. jaaaa kocham spaaac uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kocham, tylko jakoś tak... to trudna miłość ;)

      Usuń
  8. Nie wyobrażam sobie tak funkcjonować :) sen jest dla mnie bardzo ważny

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam do nowego spisu blogów o tematyce fit. Na razie jest w budowie ale mam nadzieję, że z pomocą Twojego bloga uda się go rozpowszechnić, a i Twój blog skorzysta będąc w spisie. Rzuć okiem FITNESIAKI

    OdpowiedzUsuń