Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zły dzień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zły dzień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lutego 2015

50 Twarzy Izoldy

Wybaczcie prywatę. Piszę o tym od razu, bo być może po tak długim okresie milczenia spodziewaliście się jednak bardziej radosnego wpisu - takie też będą, po części są już gotowe, ale jednak przesunęłam ich publikację i zdecydowałam się na pierwszy ogień puścić to.
Kto wie, może komuś to jednak pomoże…



Nie da się ukryć, że większość procesów zmian ma swój początek w tym, że nie podoba nam się obraz własnej osoby - i z tego co wiem, nie jest to problem dotyczący tylko kobiet. Po prostu mężczyźni rzadziej o tym wspominają, ale również mają kompleksy. Może po prostu jako, że “facet powinien być ładniejszy jedynie od diabła”, łatwiej przychodzi im pogodzenie się z własną nieidealnością. W tym początek miało i moje przeistoczenie, które opisywałam TU. Przy czym przez cały czas gdzieś w środku tkwiła (i wciąż jeszcze tkwi) grubaska. Wyłażąca na wierzch w większym lub mniejszym stopniu w zależności od lepszego bądź gorszego okresu psychicznego. W końcu wszystko zaczyna się w głowie, prawda?

poniedziałek, 21 lipca 2014

Demotywatory.

Powiedzmy, że jest środa.
Powiedzmy, że nasza bohaterka ma na imię Amelka. Amelka jest mniej więcej w moim wieku, ma kota o imieniu Poniedziałek ( :P ), pracuje zawodowo, pisze bloga i ma kręćka na punkcie trenigów. Brzmi znajomo?
Pewnego dnia, powiedzmy, że był to czwartek, Amelka wróciła do domu potwornie zmęczona. Znacie to - niby już piątek, ale wciąż jeszcze nie bardzo, codzienne obowiązki dokopują, a tu jeszcze w autobusie Pani Mocno Starsza mówiła do niej tekstami z Pisma Świętego, tusz w drukarce się skończył a w Lidlu były same serki wiejskie zwykłe, nie w wersji lekkiej. Koszmar.
Amelka czuje, że już nie podoła, że musi to jakoś rozładować, że bez względu na wszystko potrzebuje treningu. Najlepiej treningu i czekolady, ale jest na szczęście dość leniwa i nie chce jej się złazić do sklepu tylko po czeksę, a iść na siłkę z czeksą to wiecie - nie wypada. To jakby puszczać w kościele Behemotha, po prostu pewnych rzeczy się nie robi.

Zdjęcie: http://liverichly.me/


Amelka postanawia jednak na chwilę odetchnąć, bierze do ręki książkę, spoczywa na łożu, które okazuje się wygodne jak jeszcze nigdy. Książka wciąga, Poniedziałek już nażarty do wypęku mości się na nogach i rozpoczyna aktywny mruczing. Amelka głaszcze go ochoczo, odkłada książkę i wtula się w koci łeb. Poniedziałek obejmuje ją łapami, bo to wyjątkowo przytulaśny kot (a ostatnio nawet pokazał się od strony kociej dz..ki, tuląc się do każdej kobiety nawiedzającej amelkowy dom... tak, Amelka była zazdrosna! ). Robi się ciepło, bezpiecznie, problemy odlatują i może by tak przełożyć ten trening. Dziś miały być tylko aeroby, więc przełoży je na następny dzień i zrobi razem z łapami, i tak miała przecież krótszą sesję dołożyć...

wtorek, 17 czerwca 2014

Misz masz czyli post o wszystkim

Ekhm.
Post o wszystkim nie będzie o niczym, będzie o wszystkim ;)

Dieta
Ostatnio po raz kolejny spojrzałam na swoją dietę i stwierdziłam, że może warto nieco pozmieniać. Zaintrygowała mnie cykliczna dieta ketogeniczna, więc postanowiłam ją wypróbować. Polega to na tym, że jedyne węgle, jakie się spożywa  (poza oknem ładowania węglami), pochodzą z warzyw, zaś reszta energii powinna pochodzić z okreslonej ilości tłuszczy (ok. 6 gramów na kilogram masy ciała na dzień) i białek (około 25 gramów na posiłek). Przyznam, że mimo korzystania z My Fitnesspal z celowaniem w makra wychodzi różnie, ale względnie ok. Więcej na ten temat pisze w internetach, natomiast jeśli będziecie chcieli, mogę ją dokładnie opisać z własnymi spostrzeżeniami i wnioskami, gdy już ją zakończę (czyli za około 2 tygodnie - założenie było 3 tygodniowe).
Póki co pierwsze wnioski sa takie, że:
- wbrew obawom węgli mi za bardzo nie brakuje (hmm.. w poście o postanowieniach było, że będę ich jeść więcej :D Jestem prawdziwą kobietą, zdanie zmieniam co 5 minut ;) ). Całkiem łatwo jest dotrwać do okna ładowania węglami, ale może to wynikać z faktu, że nie chodzę głodna (nie zwiększałam  deficytu kalorycznego - chciałam sprawdzić, jak rotacja makroskładników wpłynie na moją sylwetkę), energię organizm czerpie jak by nie było z tłuszczu... Aczkolwiek rzucenie się na truskawki po treningu w piątek było bardzo przyjemne ;).
-humor nieco szwankował - nie wiem, czy to wina tego, co w środku czy może faktycznie węgle...?
- póki co mocno widocznych zmian wizualnych brak. Ocenię je po eksperymencie.

* Recenzji nie będzie, jestem cienki bolek :( Pan od truskawek spod bloku (pozdrawiam, pięknyś panie! :P) zrobił oczy kotka ze Shreka, sprzedał mi koszyczek truskawek z ponad 60% zniżką i... onononommm... następnym razem coś takiego będę testować na jesień. Jak już sezonowe pyszności pójdą precz, bo cukier cukrem, owoce w sezonie mają swój urok i SMAK... 


Zdjęcie: urodaizdrowie.pl

poniedziałek, 9 września 2013

Deszcze niespokojne poszarpały świat.

Scenka będzie z życia wzięta, z gatunku tych dla ludzi o mocnych nerwach (ostatnio tego sporo, może jednak przerzucę się na pisanie thrillerów?). Człowiek jest na diecie (nie, to jeszcze nie ten mrożący krew w żyłach element), pilnuje swojego planu treningowego i daje z siebie wszystko podczas ćwiczeń (nie, to dalej nie to) i nagle bach (to to)! Nadchodzi dzień, kiedy odpuszcza sobie trening, daje namówić na pizzę i piwo, a później pożera pół słoiczka nutelli, którą zachomikował na wypadek wojny (wiadomo, wojna to rzecz okropna i mocno nadwątla życiowy optymizm, nutella byłaby elementem podnoszącym na duchu i dodającym energii – osobiście uważam, że każda fabryka nutelli powinna mieć schron gdzie podczas zagrożenia mogliby uciekać ludzie).