Wybaczcie prywatę. Piszę o tym od razu, bo być może po tak długim okresie milczenia spodziewaliście się jednak bardziej radosnego wpisu - takie też będą, po części są już gotowe, ale jednak przesunęłam ich publikację i zdecydowałam się na pierwszy ogień puścić to.
Kto wie, może komuś to jednak pomoże…
Nie da się ukryć, że większość procesów zmian ma swój początek w tym, że nie podoba nam się obraz własnej osoby - i z tego co wiem, nie jest to problem dotyczący tylko kobiet. Po prostu mężczyźni rzadziej o tym wspominają, ale również mają kompleksy. Może po prostu jako, że “facet powinien być ładniejszy jedynie od diabła”, łatwiej przychodzi im pogodzenie się z własną nieidealnością. W tym początek miało i moje przeistoczenie, które opisywałam TU. Przy czym przez cały czas gdzieś w środku tkwiła (i wciąż jeszcze tkwi) grubaska. Wyłażąca na wierzch w większym lub mniejszym stopniu w zależności od lepszego bądź gorszego okresu psychicznego. W końcu wszystko zaczyna się w głowie, prawda?


