Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cheat Meal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cheat Meal. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 października 2017

Dziesięć powodów, przez które nie możesz schudnąć. Część II.

Kilka dni temu poznaliście Izaurę i zobaczyliście, że próbując schudnąć popełniła już szereg możliwych błędów. Jednak i Wy w błędzie jesteście, jeśli myślicie, że na tym poprzestała. O nie! Izaura lubi popełniać pomyłki w pełnych pakietach, żeby mieć skąd wyciągać wnioski. Tak więc Niewolnica (Odchudzania) Izaura, ciąg dalszy.

Po piąte. Izaura ma słomiany zapał. No owszem, jadła zdrowo i kalorycznie należycie, chodziła na siłownię, dbała o odpowiednią ilość cardio i regenerację. A później przyszła sobota, na którą Izaura zaplanowała sobie cheata. W jego ramach umówiła się ze znajomymi na pizzę, do pizzy wypiła piwo, albo dwa, albo pięć, w bardzo radosnym nastroju dotarła w środku nocy na imprezę, gdzie szociki lały się aż miło, a wie, że na pusty żołądek pić nie należy, w międzyczasie więc wyskakuje na kebaba, podjada orzeszki i generalnie czuje się obłędnie. Aż do rana, kiedy to budzi ją kac morderca, wypija mnóstwo wody, po czym kapitulując, wraz ze znajomymi raczy się klinem, a wieczorem masą tłustego żarcia, byle organizm zajął się trawieniem czegoś trudnego i przestał przypominać jej o wczorajszych szaleństwach. I tak z tygodnia na tydzień, Izaura funduje sobie 5 dni pracy, 2 szaleństw połączonych z brakiem regeneracji i jakoś „dziwnym” trafem obwód pasa się zwiększył…

czwartek, 28 sierpnia 2014

Not DIET but LIFESTYLE. Powrót Amelki i Fit Świruski.

Niedziela
Nazywam się Amelka i kojarzycie mnie już pewnie z wcześniejszych postów bloga. Jestem zwyczajną dziewczyną z sąsiedztwa, nie mam przesadnie umięśnionego ciała, żyję sobie w dużym mieście z dużym kotem u boku. Moje życie jest jak Wasze – tu zakupy w Biedrze, tam rwanie pomidorów, czasami jakaś rozrywka w postaci kina czy namiętnego śledzenia Pudelka i innych twórczych stron.



Odkąd pamiętam, mam coś do zarzucenia swojemu ciału. I odkąd pamiętam, wszyscy mówili, że żeby schudnąć trzeba mało jeść, dużo ćwiczyć i wtedy są efekty. Oczywiście, zasłuchana jestem strasznie, bo przecież muszę schudnąć, by pięknie wyglądać nago jeszcze zanim odnajdzie mnie brytyjski azjata i wsadzi przed lustro, każąc przed kamerami spowiadać się ze swoich niedoskonałości. Ćwiczyć nawet lubię, chodzę sobie na zumbę i mam jednokilowe ciężarki. Najcięższe dopiero przede mną – dieta. Okropne słowo, na samą myśl chce mi się jeść. Tak. W sumie, skoro od jutra będę na diecie, to dzisiaj jeszcze mogę sobie pozwolić, co nie? Najlepiej jak najwięcej, zjem sobie to spaghetti a na deser trochę białego, pachnącego chlebka z nutellą. Tak ze trzy kromki. I zjem winogrona, żeby nie było całkiem niezdrowo. I napiję się soku pomarańczowego, w reklamie mówili, że to samo zdrowie i witaminy. A muszę mieć witaminy, co nie? Wszak na tej diecie pewnie trochę mi skóra zszarzeje i w ogóle zmarnieję, więc witaminy to podstawa. Tak. Od jutra zaczynam.

Poniedziałek
Dieta nazywa się kopenhaska.
Zważyłam się, zmierzyłam, zawiesiłam zdjęcie Anji Rubik nad lodówką i oto nadchodzę, bojowo nastawiona! Na śniadanie mam kawę z łyżeczką cukru. BożęJaCięNieMogę, jak ja nienawidzę diet! No ale Amelka, sama chciałaś, a żeby pozbyć się sadła, trzeba cierpieć. Byle do obiadu. Na obiad mam jajko i szklankę szpinaku. SZPINAKU, fuj! Żeby to jeszcze możn było z żółtym serkiem, mmm.. mmm... a może od jutra zacznę, dzisiaj jeszcze jem ten ser, bo to z głodu zdechnąć można. I makaron. Dobra, od jutra zacznę.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Z archiwum X. Zapytaj Izoldy.

Od razu mówię, że ten post nie jest pierwszej świeżości, poleżał już swoje w folderze na kompie i zapomniałam o nim na śmierć. Powstał przy okazji wizytowania Górnego Śląska, gdy czekając na moje wiedźmy, siedziałam w McDonalds'ie (hahahaha! tak! Nad czarną kawą, ale czułam się jak szpieg w krainie dreszczowców, bo od zapachów faktycznie miałam dreszcze i to wcale nie przyjemne). Zaczepiona zostałam wtedy przez dwóch żuli i jednego młodziana - mieszkańcy Katowic to bardzo kontaktowi ludzie :)

czwartek, 29 sierpnia 2013

What goes around, turns around. Trening obwodowy, bez Justina niestety.

W weekend ciocia Izolda pierwszy raz w życiu miała okazję zrobić prawdziwy, zorganizowany trening obwodowy (w wersji funkcjonalnej). Co prawda bardzo jej to przypominało jej własny trening- killer, z tym, że miało to między poszczególnymi ćwiczeniami uspokajające cardio, no i jak to w klubie fitness, wykorzystywało więcej sprzętu i nie była sama w tej słodkiej katordze, byli i pozostali członkowie Drużyny Pierścienia.

Zaczęło się oczywiście od rozgrzewki. Pani prowadząca energicznie kazała nam machać czym popadnie, oczywiście we właściwy sposób i w odpowiedniej kolejności. Rozgrzewka jak rozgrzewka, nie wykończyła nas zbytnio, więc patrzyliśmy na siebie spojrzeniami mówiącymi „i o co było tyle krzyku?”. Krzyk zaczął się później, jak już zobaczyliśmy, co jest na której stacji. O ile ćwiczenia na nogi (typu wbieganie na step czy włażenie na podest) to nie taki znów problem, to ilość pompek mnie nie zachwyciła... a nie ma to tamto, jak się robi to się robi, a jak się nie robi to pani krzyczy. Co gorsza, jak człowiek ma słabą technikę to krzyczy również. Przysiad ze sztangą spoko, aczkolwiek wtedy trudniej jest utrzymać kolana jak trzeba. Pompka odwrotna na triceps dała mi po nosie ze względu na swoje tempo (pani krzyczała tempo, tempo, tempo, była jak Jillian!) Było mi nieco szkoda, że trening skończył się dość szybko, ale odczułam co trzeba. Całkiem nieźle jak na dzień regeneracji.. bo to właśnie było w planie, ale znowu w życiu mi nie wyszło ;-)

sobota, 15 czerwca 2013

;)

Myślę, że obrazek mówi wszystko... ;) Choć osobiście uważam, że weekend to najlepszy czas na cheat meal'e :)