niedziela, 8 kwietnia 2018

Stres


Żyjemy w świecie stresującym, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Praca, uczelnia, relacje międzyludzkie.. Nawet trening, patrząc z fizjologicznego punktu widzenia, jest dla nas stresem. Tylko koty nas nie stresują, chyba, że ktoś akurat stoi vis-à-vis trochę zdenerwowanego tygrysa - wówczas raczej trudno o zimną krew i rozkoszne kizimizi. 
O wpływie stresu na nasz organizm będzie w dalszej części. Na początek - techniki relaksacyjne. Wypróbowałam na sobie, w fazie stresu, zdenerwowania i PMSa. Zaczynamy.

piątek, 2 marca 2018

Expectations VS Reality


Kojarzycie zapewne mema, w którym Buka mówi, że cały dzień była na diecie, a nawet poćwiczyła, więc lepiej, żeby jutro obudziła się szczupła? Między innymi to będzie dziś na tapecie, bo tytuł zamierzam potraktować dwojako. Zaczniemy właśnie od naszych oczekiwań i szarej rzeczywistości w kontekście modelowania sylwetki…

Znacie to. Budzicie się pełni motywacji i nastawieni na działanie! Rano wciskacie się w dres (kiedy on się zdążył zrobić ciasny?) i idziecie pobiegać, jecie zdrowe śniadanie, do pracy szykujecie zgrabne pudełeczka. Potem siłownia, kolacja zgodna z makro. Przed snem dyskretnie unosicie przed lustrem koszulkę - a może już coś będzie widać? Całość powtarza się przez kilka dni po czym… ustaje. 



Dlaczego?
Stwierdzamy, że to nie ma sensu. Niby fajnie, ale idzie jakoś wolno, czy to warto tak tyle czasu się męczyć..? Inni to mają dobrze, wyglądają ekstra, a Tobie jak zawsze wszystko musi iść opornie i pod górkę. Kryśka zrzuciła 20 kilo, no ale ona to taki metabolizm ma…

środa, 28 lutego 2018

Król ćwiczeń (i nie jest to przysiad)


Pamiętacie czasy, kiedy szał bycia fit dopiero zaglądał do internetów, kiedy jeszcze dopiero co dwudziesta Polka była „ruszona z kanapy” programami Ewy Chodkowskiej, dostępnych jako dodatki DVD do „Shape’a”? To był ten moment, kiedy dywanówki święciły triumfy, a większości ludzi wydawało się, że odżywki białkowe to już prawie ta półka, co sterydy. Żeby nie było, moja mama chyba nadal tak sądzi, a moje dzienne dawki supli tratuje co najmniej tak, jakbym garściami jadła paracetamol. Ale do rzeczy. Pojawiło się wtedy jedno ćwiczenie, które opanowało wszystkich i było absolutnym królem.

Nie był to przysiad.
Nie był to martwy ciąg.
I nie było to podciąganie.

Plank. Tak zwaną deskę robili wszyscy i wszędzie.
W drodze na przystanek.
W drodze z przystanku.
W kolejce na zakupy.
Między biurkiem a toaletą.
W kuchni.
W łazience.
Wstawaliśmy w środku nocy, i nie, nie braliśmy łyka wody. Robiliśmy deskę!

piątek, 9 lutego 2018

Dlaczego kobiety powinny trenować górę?

Pośladki są znakiem firmowym obecnych czasów. Krągłe, uniesione, brazylijskie, często nawet podrasowane implantami. Wystarczy otworzyć Instagrama, by zobaczyć odziane w stringi dziewczę, szykujące owsiankę, fitnesskę, która koniecznie z gołymi pośladkami nawołuje do większej pewności siebie, czy inną laskę, wysiadującą na krawędzi umywalki bądź wdzięcznie opierającą się o balustradę prezentując zadumę i cztery litery. Nie będę hipokrytką, sama również często pokazuję na insta w pocie czoła spompowaną pupę - nie gołą, ale jednak.



Efekt? Wysyp pań, które na 5 treningów w tygodniu robią 5 treningów na poślad, takich, które biorą udział tylko w zajęciach „sexy pupa” i „brzuch, uda, pośladki” itd. 

poniedziałek, 5 lutego 2018

Kobiety na siłowni - czemu mamy pod górkę?

O babskich sprawach pisałam już nie raz (jeden z tekstów podlinkowany macie na dole). Oprócz typowego zrzucania tego, co leży na mej babskiej wątrobie, ma to jeszcze jeden, bardzo szczytny cel (choć to trochę mission impossible): pomoc mężczyznom w zrozumieniu płci przeciwnej. I z tego co wiem, ma to jakieś przełożenie na rzeczywistość, bo po tekście o PMSie, będąc w złym humorze byłam hojnie obdarowywana czekoladą przez tych kolegów, którzy chcieli coś ze mną załatwić, ale bali się oberwać. Muszę to chyba edytować, bo czekoladę jadam od święta i wolałabym kurze cycki, z drugiej strony, kto wie, ile szczęśliwych choć bezwartościowych kalorii zapewniłam tym postem damskiej populacji…

Dziś jest więc o tym, że my, kobiety, mamy gorzej. W sensie siłownianym.

Od razu pragnę zaznaczyć, że tekst należy traktować z lekkim przymrużeniem oka - może i przedstawione argumenty są prawdziwe, ale snu nam z powiek nie spędzają :)

wtorek, 14 listopada 2017

Jak sobie radzić z DOMSami (zakwasami)?

Dziś będzie o bólu. Swoją drogą, ciekawe, jak to o mnie świadczy, że na słowo „Ból” dodaję „i Panik” i wyobraźnia podsuwa mi obraz dwóch stworzeń z disneyowskiej produkcji o Herkulesie? ;) Nie poruszę tu jednak ani kwestii pomocników Hadesa, ani żadnych spraw, jakie były przedmiotem którejkolwiek z twarzy Greya.



Tak zwane zakwasy, bo o nich będzie mowa, to chyba ten rodzaj bólu, jaki lubi każdy trenujący. Lubi na zasadzie podobnej, jak się lubi ulubiony przedmiot w szkole - niby fajnie chłonąć wiedzę i dostawać za to wysokie noty, ale ciągłe kartkówki mogą dać w kość, zwłaszcza, jeśli mamy do obrobienia jeszcze kilka innych przedmiotów. Podobnie rzecz ma się z zakwasami - boli, mamy satysfakcję z dobrze wykonanego treningu, jednak jak zrobić porządny metabolik, kiedy ledwie jesteśmy w stanie zrobić kilka kroków, a piciu kawy towarzyszy ała ała ała? ;)
Oczywiście należy rozróżnić dwie rzeczy, a więc faktyczne zakwasy oraz DOMSy, które zakwasami również potocznie bywają zwane.

wtorek, 3 października 2017

Dziesięć powodów, przez które nie możesz schudnąć. Część II.

Kilka dni temu poznaliście Izaurę i zobaczyliście, że próbując schudnąć popełniła już szereg możliwych błędów. Jednak i Wy w błędzie jesteście, jeśli myślicie, że na tym poprzestała. O nie! Izaura lubi popełniać pomyłki w pełnych pakietach, żeby mieć skąd wyciągać wnioski. Tak więc Niewolnica (Odchudzania) Izaura, ciąg dalszy.

Po piąte. Izaura ma słomiany zapał. No owszem, jadła zdrowo i kalorycznie należycie, chodziła na siłownię, dbała o odpowiednią ilość cardio i regenerację. A później przyszła sobota, na którą Izaura zaplanowała sobie cheata. W jego ramach umówiła się ze znajomymi na pizzę, do pizzy wypiła piwo, albo dwa, albo pięć, w bardzo radosnym nastroju dotarła w środku nocy na imprezę, gdzie szociki lały się aż miło, a wie, że na pusty żołądek pić nie należy, w międzyczasie więc wyskakuje na kebaba, podjada orzeszki i generalnie czuje się obłędnie. Aż do rana, kiedy to budzi ją kac morderca, wypija mnóstwo wody, po czym kapitulując, wraz ze znajomymi raczy się klinem, a wieczorem masą tłustego żarcia, byle organizm zajął się trawieniem czegoś trudnego i przestał przypominać jej o wczorajszych szaleństwach. I tak z tygodnia na tydzień, Izaura funduje sobie 5 dni pracy, 2 szaleństw połączonych z brakiem regeneracji i jakoś „dziwnym” trafem obwód pasa się zwiększył…

piątek, 29 września 2017

Dziesięć powodów, przez które nie możesz schudnąć. Część I.

Na potrzeby tego posta stworzyłam postać Izaury. Wiem, kiedyś była Amelka (<-klik dla niezorientowanych), ale ona już od dawna jest wylaszczoną gwiazdą Instagrama, wrzuca zdjęcia wypiętego tyłka, owszem, muśniętego fotoszopem z równym zapałem, jak biust jej muśnięty jest silikonem, więc trochę głupio ją teraz powoływać przed szereg. Izaura jednakże zgodziła się robić za czarny charakter. Ów czarny charakter, proszę państwa, ma taki jeden, zasadniczy problem, że stara się schudnąć. No stara się, stara, i nic, ani waga ani centymetr, ani nawet wyszczuplające lustro w jednej z sieciówek, nie chcą przekazać jej nawet grama dobrych wiadomości. Co prawda niemożliwym jest, by w rzeczywistym życiu być przedstawicielem wszystkich dziesięciu wymienionych powodów naraz, ale ponieważ Izaura jest moim tworem, więc może wszystko.

poniedziałek, 11 września 2017

FIWE 2017

O targach FIWE słyszał chyba każdy zapaleniec fitnessu, więc jeśli jesteś w tym miejscu i czytasz moją skromną relację, nie muszę Ci ich przedstawiać. Na swoim pierwszym FIWE byłam 3 lata temu, jednakże bardziej służbowo i 90% czasu spędziłam w hali ze sprzętem fitness.
Według planu wejściówkę miałam wygrać w rodzimej siłowni, niestety okazało się, że dość mała ich pula była do rozdzielenia na kilkanaście klubów w całej Polsce, więc mój skromny wynik choć drugi na siłce, z łatwością został pobity gdzieś tam na Mazowszu (rzecz dotyczyła wiszenia na drążku). Dogadałam się zatem z towarzyszem podróży i postanowiliśmy odwiedzić targi w sobotę.

Dojazd

Po godzinie 10 korek w okolicach EXPO był większy, niż mój brzuch na solidnej masie. Żeby znaleźć miejsce do zaparkowania, trzeba było albo cudu, albo jednak wybrania się tam na 9 (ale o tej porze brałam rozbudzający prysznic przed kawą, więc ta opcja zdecydowanie odpadła). Spędziliśmy więc urocze 40 minut w owym potężnym korku, po czym zaparkowawszy gdzieś w równie solidnej kałuży, wybraliśmy się na zwiedzanie FIWE.

niedziela, 3 września 2017

Co z tym białkiem?

Artykułów na temat białka, zarówno jako suplementu, jak i makroskładnika, jest w internetach bardzo dużo, niemniej postanowiłam naskrobać o nim kilka słów, jako, że po rozmowach ze znajomymi wiem, że sporo osób ma o nim zupełnie błędne mniemanie.

Pamiętam swoje podekscytowanie, gdy kupiłam moje pierwsze białko (choć nie pamiętam ani firmy, ani smaku). Czułam się tak, jakbym otrzymała kartę wstępu do magicznej krainy kulturystyki, gdzie wszyscy spożywają ten nektar bogów, a za motto mają naprzemiennie „no pain na gain”, jak i że „kurczak, ryż i kreatyna zrobią z Ciebie sku***syna” ;)  Oczywiście, po kilku pierwszych szejkach na oponie nie wyrósł mi sześciopak, nie zaczęłam też nagle dźwigać kosmicznych ciężarów. Wciąż byłam tą samą Izoldą, choć nieco bardziej napaloną na fit life, bo skoro wszyscy mają białko a mam i ja, to jarałam się jak ten biblijny krzak.



Oszczędzę Wam opisu, jak białko serwatkowe (bo o nim piszę; są oczywiście odmiany wegańskie - jak np. konopne, czy sojowe, oraz bardzo niewegańsko wołowe, którego spróbowałam raz i nie zrobię tego nigdy więcej, wołowinę wolę jednak w burgerach i stekach) powstaje, dla zainteresowanych zostawiam linka do artykułu na stronie KIF