Pośladki są znakiem firmowym obecnych czasów. Krągłe, uniesione,
brazylijskie, często nawet podrasowane implantami. Wystarczy otworzyć Instagrama, by zobaczyć odziane w stringi dziewczę, szykujące owsiankę,
fitnesskę, która koniecznie z gołymi pośladkami nawołuje do większej pewności
siebie, czy inną laskę, wysiadującą na krawędzi umywalki bądź wdzięcznie
opierającą się o balustradę prezentując zadumę i cztery litery. Nie będę
hipokrytką, sama również często pokazuję na insta w pocie czoła spompowaną pupę
- nie gołą, ale jednak.
Efekt? Wysyp pań, które na 5 treningów w tygodniu robią 5
treningów na poślad, takich, które biorą udział tylko w zajęciach „sexy pupa” i
„brzuch, uda, pośladki” itd.


