Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sześciopak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sześciopak. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Watch Your Core! Subiektywny ranking ćwiczeń na mięśnie brzucha.

Każdy człowiek przeżywający swoje czasy młodości w latach 90 pamięta ten moment, gdy czarno-białe telewizory były zastępowane kolorowymi, pojawiały się pierwsze telewizje satelitarne („ach ten Kowalski, taki bogaty, satelitę założył! Teraz pół dnia u niego RTL leci!”), kablówki, wtedy też odkrywaliśmy MTV (w której leciały teledyski i reklamy – nie było mowy o nastoletnich ciążach czy półgłówkach z Jersey) i Vivę. Vivę pamiętam bardziej, bo w mojej rodzinie był obóz satelitarny (satelitę posiadali dziadek i babcia, przy czym najczęściej oglądali Polsat i nie pozwalali mi na włączanie kanałów muzycznych), oraz kablówkowy (tu już było po domowemu). Dociągnięty do mojego minitelewizorka kabel pozwalał czasem obejrzeć zaśnieżony obraz Vivy (głównie niemieckiej), lub – jeśli wróciłam ze szkoły odpowiednio wcześnie, to jeszcze przed obieraniem ziemniaków i napaleniem w piecu* załączałam kanały muzyczne w królestwie rodziców i rozkoszowałam się oglądaniem kolorowych teledysków. W tamtych czasach odkryłam też swój pierwszy telewizyjny aerobik i pani Bojarska-Ferenc może przestać się rumienić, bo nie o nią chodzi. Na wspomnianym już niemieckim RTLu leciały w określone dni tygodnia o 7 rano półgodzinne ćwiczenia z takim panem w kolorze mocno brązowym. Ćwiczenia jego bazowały głównie na boksowaniu i szalenie mi się podobały, pół godziny ruchu nie polegającego na bieganiu na przeklętym stadionie poprawiało mi humor, ale jeszcze nie sądziłam, że zaszczepiony mi zostanie wirus uzależnienia od aktywności fizycznej. Zwłaszcza, że program szybko zdjęli, a do pani Bojarskiej, która gdzieś tam na rodzimej dwójce podrygiwała, jakoś nigdy nie byłam się w stanie przekonać. Z całym szacunkiem.
Oczywiście ten typowo rozległy wstęp nie powstał bez przyczyny J W czasach nastoletnich bowiem odkryłam, że nie każdy człowiek ma oponę na brzuchu, ba! Niektórzy mają tam idealne, wręcz wklęsłe płaszczyzny, i wściekle zazdrosnym wzrokiem obserwowałam pępki Christiny Aguilery i Gwen Stefani, moich ówcześnie dwóch brzusznych ideałów. 



To było już w czasach, kiedy bardzo, ale to bardzo pragnęłam schudnięcia i robiłam sobie krzywdę różnymi głodówkami. Ćwiczenia pojawiały się również, przy czym jak pomyślę o nich teraz, to śmiać mi się chce J W momencie, kiedy tylko odczuwałam ból mięśnia – przestawałam, bo to pewnie sobie szkodzę. Ten sam ból/napięcie teraz zapowiada początek treningu właściwego, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, i zadowalałam się dość mało intensywnymi formami (na plus zaliczam fakt, ze się jednak ruszałam). Ponieważ zadrą w sercu stał mi jednak ten brzuch, robiłam setki brzuszków. I choćby ten fakt połączony z drugim, że pierzyna na brzuchu była wciąż taka sama, powinna dać mi wiele do myślenia. Zresztą taka jestem mądra ale sześciopaka jeszcze nie mam – jednak myślę, że jest to kwestia głównie błędów dietetycznych. I podkreślam słowo jeszcze – bo prędzej czy później pierzyna zniknie. Ona jest uparta, ale ja bardziej ;)