Od razu ostrzegam, to jest post niefitnessowy, taka tam prywata, więc jeśli czekacie na coś o aktywności, to taki będzie następny post :)
Dawno, dawno temu, gdy - jak już wspominałam, byłam dzieckiem (nadmieniam, bo to może wcale nie jest takie oczywiste) wyobrażałam sobie siebie w przyszłości jako:
a) ponętną blondynkę (taką w blond wersji Jessici Rabbit z "Kto wrobił Królika Rogera"),
b) żonę,
c) kobietę sukcesu (już wspominałam, że w planach odnośnie kariery zawodowej przeplatało się śpiewanie z dziennikarstwem i Czarodziejką z Księżyca ;) ).
Plany się średnio udały, bo:
a) Znajdź trylion różnic,
b) nabyłam kota przed mężem, błąd strategiczny.
c) No, to akurat może jeszcze nie do końca mi wyszło, ale też nie ma kompletnej porażki :)

