Jedną z rzeczy, których o mnie
(chyba) jeszcze nie wiecie jest fakt, że potrafię zasnąć w niemal
każdym środku transportu. Spałam już w pociągach, autobusach,
tramwajach, dosypiałam w metrze. Samochody to rzecz oczywista –
jestem jak dzieci, wożone przez rodziców po osiedlu, bo tylko w ten
sposób są w stanie zasnąć – słyszę dźwięk przekręcanego kluczyka i moje powieki robią się ciężkie prawie tak, jak mój tyłek ;) Ostatnio trochę z tym walczę (sukcesywnie!), ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Moja przyjaciółka po dziś dzień wypomina mi, że spałam na wycieczce dżipem po Saharze, obrywając łbem o blaszany sufit niemal przy każdej piaskowej górce, czyli często... Na swoją obronę mam tylko to, że noc wcześniej nie spałam, ale to tak czy inaczej był hardcore..
Gwiazdami zdjęć tego posta są Wtorek (kot) i Miauki (ponoć też kot, ale krążą plotki, że to albo niedźwiedź albo zupełnie nowy gatunek)
Być może bierze się to stad, że jestem notorycznie niewyspana. Z reguły kładę się spać między północą a drugą w nocy, wstaję między 6 a 7 (z obowiązkową przerwą o 4:30, bo wtedy budzi mnie Wtoras domagając się śniadania; mądralom od wychowywania kotów od razu mówię, że ignor w tym wypadku nie działa, próbowałam. Kilka dni z rzędu byłam omiaukiwana i deptana od 4:30 do momentu wstania z łóżka).
