Są takie momenty w życiu kobiety, kiedy ta postanawia się
wziąć za siebie. Oczywiście jest ich całe mnóstwo, wliczając w to choćby 90%
poniedziałków w roku ;), jednak są
również i takie, kiedy damskie zamierzenia i chęć rozprawienia się z własnym
wizerunkiem sięgają zenitu.
Wymienić tu można:
- · Zmianę pracy, szkoły, miejsca zamieszkania – wszystkie przełomowe momenty, kiedy życie niewiasty ulega transformacji i życzy sobie ona rzucić wszystkich na kolana i olśnić swą urodą, blaskiem i niezłą figurą,
- · Przed randką – zwłaszcza tą pierwszą (nie tylko przed pierwszą ever, ale każdą kolejną pierwszą, której to katorgi farciary zakochane od lat nastu mogły uniknąć),
- · Przed randką – tą pierwszą rozbieraną, zdecydowana większość pań próbuje wtedy zrzucić milion kilo i odprawiać modły nad biustem,
- · Przed ex-randką, a wiec spotkaniem z dawno nie widzianym ex, który ma wręcz obowiązek wykrzyknąć gromko na pół świata, że jesteśmy piękne, schudłyśmy i on się teraz czuje durnym idiotą,
- · Przed ślubem. Wiadomo, biała sukienka, białe poszerza, no i jednak w ten wyjątkowy dzień kobiety wolą czuć się jak łabędź niż jak beza,
- · Po ciąży. I tu dochodzimy do meritum sprawy, albowiem z serii „zapytaj Izoldy” pojawił się pierwszy grad pytań, na które postaram się z całych sił odpowiedzieć J
