Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

Dieta 50 na 50 - Recenzja książki

Jakiś czas temu dostałam propozycję zrecenzowania ukazującej się dzisiaj nakładem nowego wydawnictwa Vivante książki "Dieta 50 na 50" autorstwa Dr Kristy Varady i Billa Gottlieba. Zgodziłam się i jakiś czas później otrzymałam przedpremierowy egzemplarz. Moje uczucia są... mieszane.



Sam układ książki jest w porządku. W pierwszym autorka przedstawia siebie i współautora, w drugim - ogólnie przedstawia założenia diety i płynące z nich korzyści. Jest tu nieco irytującego lania wody i ciągłego podkreślania, że dieta 50:50 faktycznie działa i opiera się na badaniach naukowych. One również zostają zarysowane (eksperyment na myszach, później - na ludziach). Wielokrotnie podkreślony zostaje również fakt, iż dieta nie wymaga głodówki całkowitej, a w tak zwanym Dniu Ucztowania pozwala na jedzenie tego, czego tylko dusza zapragnie. Następne dwa rozdziały przybliżają szczegóły Dnia Diety i Dnia Ucztowania. Autorka szczegółowo wyjaśnia, co jeść wolno, jak rozbijać posiłki. Zamieszczono również sporo przepisów, które wykorzystać można w Dniu Diety. Rozdział piąty opisuje jak się ma dieta do aktywności fizycznej, zaś w szóstym zawarto wskazówki, jak utrzymać wagę po wyjściu z diety.

Niestety, sama treść książki budzi sporo moich zastrzeżeń. Zacznę jednak od plusów:

sobota, 2 sierpnia 2014

Ona maaaaaaaaaaaaaa siłę.

Przychodzi w życiu taki czas, kiedy nawet Izolda czuje się przytłoczona nadmiarem rzeczywistości. O! Jak w piosence Kasi Nosowskiej, czasem trzeba podleczyć duszę z silnego jej przedawkowania (tak, w piosence było o umieraniu, ale chodzi o samo porównanie). Energia, którą każdy ma w mniejszym bądź większym stopniu kiedyś się jednak kończy i mocno wpływa to na naszą samoocenę, postrzeganie świata a w rezultacie- na nasze działania i decyzje. „Zaliczamy dołek”, co jest na tyle niebezpieczne, że doły są trochę jak taka równia pochyła – i trochę brak sił, żeby wspiąć się z powrotem w górę. W idealnym świecie powód „dołka” byłby jeden, ale w rzeczywistości jest ich zazwyczaj pierdylion i zmiatają naszą radość życia jak Godzilla wieżowce w Tokio. No znacie to, emocje niestety gorsze niż przy rwaniu porzeczek.


Tak czy owak, mnie ten stan dostał w swe ręce tuż przed urlopem. Nie wgłębiając się w szczegóły (teoretycznie skoro już mówię, to powinnam wylać jad, żółć i pomyje na wszystkie osoby i rzeczy, które są powodem tego stanu – ale po co? W środku już swoje przetrawiłam i nie zamierzam trzymać negatywnych emocji, chcę je wywalić i stać się znów głazem ;)  Od żółci robią się zmarszczki, wolę nie ryzykować :D ). Swoje odwalił czas, medytacja i... pasja. I dobre towarzystwo osób, na które zawsze można liczyć.