Dzieci, dawno, dawno temu, były sobie magiczne czasy, gdy
komputer PC wyglądał tak:
a w większości domów nie było Internetu i żeby pół godziny
pogadać na czacie z chłopakiem z sąsiedniej wsi, trzeba było zostawić w kafejce
internetowej całe swoje kieszonkowe. Mimo drożyzny, magia Sieci działała już
wtedy i stanowiska komputerowe często były na tyle oblegane, że trzeba było się najpierw
zapisać.
*Gościnnie w roli dzieci - dzieci z HIMYM ;)
Nigdy nie zapomnę swojej
pierwszej internetowej randki: ja, grubawe pacholę, bardzo nieśmiałe i przerażone,
spotkałam się z wysokim, chudym i bardzo wyperfumowanym chłopcem, który przyjechał
po mnie ryczącym na góry i doliny Fiatem 126p. Jako, że meandry randkowe były mi
wówczas obce, odbębniłam z nim 15 minutowy spacer po mieścinie mej, odmówiłam
spożycia alkoholu i wyjazdu do większego miasta by zasiąść „w lokalu”, więc
chłopaczek wsadził swoje kościste litery cztery w fiata i odjechał w siną dal.
Romantyczne marzenia o miłości z sieci pozostały, a nawet nasiliły się, gdy swoje
triumfy święciła „Samotność w sieci”[przy czym stwierdzam zdecydowanie, że
autorstwa pana Wiśniewskiego dużo bardziej godne polecenia są „Sceny z życia za
ścianą” oraz „Martyna”, które są istną kopalnią smutnych acz prawdziwych
cytatów, w których odnajdowałam siebie, bo pół życia łaziłam ze złamanym sercem].

