Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięśnie głębokie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięśnie głębokie. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lutego 2018

Król ćwiczeń (i nie jest to przysiad)


Pamiętacie czasy, kiedy szał bycia fit dopiero zaglądał do internetów, kiedy jeszcze dopiero co dwudziesta Polka była „ruszona z kanapy” programami Ewy Chodkowskiej, dostępnych jako dodatki DVD do „Shape’a”? To był ten moment, kiedy dywanówki święciły triumfy, a większości ludzi wydawało się, że odżywki białkowe to już prawie ta półka, co sterydy. Żeby nie było, moja mama chyba nadal tak sądzi, a moje dzienne dawki supli tratuje co najmniej tak, jakbym garściami jadła paracetamol. Ale do rzeczy. Pojawiło się wtedy jedno ćwiczenie, które opanowało wszystkich i było absolutnym królem.

Nie był to przysiad.
Nie był to martwy ciąg.
I nie było to podciąganie.

Plank. Tak zwaną deskę robili wszyscy i wszędzie.
W drodze na przystanek.
W drodze z przystanku.
W kolejce na zakupy.
Między biurkiem a toaletą.
W kuchni.
W łazience.
Wstawaliśmy w środku nocy, i nie, nie braliśmy łyka wody. Robiliśmy deskę!