piątek, 1 maja 2015

52 dni redukcji w zdjęciach

Pozadręczałam Was ostatnio filozoficznymi wywodami, fit-opowiastkami, aż w końcu przyszedł czas na to, na co (patrząc po tym, jakie wpisy mają najwięcej odsłon i komentarzy) czekacie najbardziej: na kolejną odsłonę redukcji. Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa... Uwaga! Dla ludzi o mocnych nerwach ;)


Zacznę może od kilku wniosków.
1) Wytrzymanie pierwszych 30 dni bez cheata było proste. Spodziewałam się wewnętrznej bitwy, gonitwy myśli, walki na miarę potyczek cherleederek i geeków w amerykańskich serialach. Nic z tych rzeczy, byłam tak podjarana tym, że coś ze sobą robię, że bezcheatowość przyszła bez problemu. Po 30 dniach był pierwszy cheat (i pyszne lody o smaku Kinder Country <3 Polish Lody- Wrocławianie wiedzą, że tam po prostu warto grzeszyć :D ). Potem były kolejne. Ponieważ stawiam na szczerość - był w tych kolejnych cheatach i alkohol. I nie, nie żałuję. Żadnego z cheatów nie żałuję, bo poza nimi (były jak dotąd całe 3 :P ), trzymam czystą miskę.

2) Głód. Zdarza się, że między posiłkami ssie mnie w żołądku i czuję, że oszaleję, jeśli czegoś nie zjem. Sięgam wówczas po ogórki, szpinak, sałatę, czasem pomidory. Sycą a mają tak znikomą ilość kalorii, że absolutnie nie mam wyrzutów sumienia, ale mam szczęśliwy brzuszek ;)

3) Woda. Generalnie płyny. Dużo - ale to nie nowość. Wielokrotnie byłam podejrzewana o pernamentnego kaca, a ja po prostu przywykłam, że wlewam w siebie dużo płynów. Wody, zielonej herbaty, ziółek, herbaty czerwonej, białej, owoceowej. Tak było przed redukcją, w jej trakcie się to chyba jeszcze wzmogło.

4) Treningi. Najczęściej według planu, choć bywa, że przez rozjazdy trochę przestawiam dni treningowe lub - jak teraz, gdy jestem u rodziców - robię treningi z ciężarem własnego ciała (mój kochany TRX poszedł w ruch, mięśnie core mocno to czują!),  biegam, robię tabatę. Staram się nie odpuszczać ruchu a po powrocie do rzeczywistości wracam na siłownię, do ukochanych ciężarów. Wciąż jeszcze grane jest FBW, ale niedługo wejdzie nowa rozpiska, na którą już strasznie się cieszę :)

I to chyba tyle. Centymetry uciekają, może nie w tempie zastraszającym, ale są zmiany wizualne a to właśnie o nie najbardziej mi chodzi. Wagowo ubyło mi jakieś 2,5 kilo :P

Żeby nie przynudzać, przejdę do zdjęć. Długo myślałam, czy je w ogóle wstawiać, no ale... Skoro powiedziałam a, powiem i b. Dni 1, 2, 12, 30 i 52 (czyli dzień dzisiejszy). Chyba tylko selficzki dnia pierwszego i 30 były na czczo, cała reszta jest po 2-3 posiłkach. Ostatnich jest najwięcej, bo chciałam też zwrócić uwagę na pewien fakt - to, jak nasze ciało wychodzi na zdjęciach w ogromnym stopniu zależy od ustawienia, światła, włączenia lub nie lampy błyskowej. Dlatego nie sugerujcie się aż tak strasznie zdjęciami innych w sieci . Moje ciało w porównaniu do większości fitnessek to i tak jeszcze pączek. Moje w porównaniu do tego, co chcę osiągnąć jest coraz bliższe celu i chyba pierwszy raz w życiu czuję, że naprawdę to ciało lubię. Za to, co potrafi, że jest moje, że daje mi tyle możliwości (mimo - sytuacja sprzed dwóch tygodni 22% tkanki tłuszczowej - co kiedyś by mnie absolutnie przerażało, bo przecież jako fit-człowiek powinnam mieć max 15, teraz... teraz cyferki jakoś przestały mieć aż takie znaczenie).
Oczywiście nie spoczywamy na laurach i jedziemy z koksem. Tadadam...
A! Dla przypomnienia, przemianę numer 1 można oblukać tutaj.










Zobacz również: Fit Opowiastki  |  Ciało  |  Redukcyjne fronty. Opowieści z pola bitwy. 


18 komentarzy:

  1. O matko bosko! Ja z Tobą na eurotripa nie jadę! Będę wyglądała jak pulchna służąca do noszenia walizek za księżniczką;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Eurotripie będziemy jak dwa Kopciuszki raczej ;)
      Ps. Dziękuję :D

      Usuń
  2. Iza, co za efekt! Wyglądasz bosko, kłaniam się w pas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow. Świetna przemiana :)
    Pozdrawiam,
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie Iza. Nawet nie wiesz jak jestem z Ciebie dumny! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Albert! :) Też trochę z siebie jestem ;-)

      Usuń
  5. Dziewczyno, łał! :D wspaniała motywacja! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. ale świetny efekt :O Gratulacje!

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  7. No powiem CI że dużo schudłaś. Bardzo ładnie. Widać też mięśnie więc gratulacje oby tak dalej!
    Zgadzam się z Tobą. Picie wody to nawyk który trzeba wyrobić :)
    Ja też uwielbiam zdrowy tryb życia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie centymetrowo ani wagowo wcale nie ubyło aż tak dużo (poza biustem, w biuście uciekło tyle, że push upy są teraz moimi najlepszymi przyjaciółmi ;) ). Po prostu ucieka podskórny tłuszcz i sylwetka się modeluje :)
      Dziękuję za komplement! I pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ja wodę po prostu lubię i pić i nie wyobrażam sobie bez niej dnia ;) Nie muszę się do tego zmuszać i wmawiać sobie, że to dla mnie dobre.
    Przemiana wspaniała, widać determinacja, ściganie się z samym sobą i przede wszystkim, radość i dumę! :D
    GRATULACJE i tak jak napisałaś - nie spoczywać na laurach!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna metamorfoza :). Picie wody to dla mnie ogromna kara. Po wysiłku tylko woda, ale wciągu dnia wolę zioła pić :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Robisz wrażenie kobieto :) świetna metamorfoza ^^ trzymam kciuki za dalsze dążenie do idealnej sylwetki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne efekty ! Tak trzymaj ;)!

    OdpowiedzUsuń