Trzeba przyznać, że niewiele rzeczy potrafi zdezorganizować
nam plany treningowe tak, jak podróże. Teoretycznie nie ma nic trudnego w
spakowaniu butów biegowych i zrobieniu kilku treningów outdoorowych, w praktyce
jednak bywa różnie – a to kolacja służbowa kończy się w późnych godzinach, a to
na zewnątrz panuje siarczysty mróz, a to szef poskąpił wydatków delegacyjnych i
nasz hotel znajduje się w cokolwiek szemranej dzielnicy, w której wychylanie
nosa po zmroku jest mało rozsądne. Ciężko zapakować do auta stepper,
jeśli auto jest wyładowane dziećmi, mężem i miliardem niezbędnych przedmiotów.
Z doświadczenia wiem, że ciężko spakować jakiś sprzęt, jeśli do dyspozycji jest
jedna walizka i kontenerek z kotem, które należy komunikacją miejską, własnymi
rękami i nogami, no i oczywiście pociągiem dotaszczyć do miejsca przeznaczenia.
Jakie są zatem alternatywy dla treningu
w drodze?