czwartek, 9 października 2014

Detocell - podsumowanie akcji

Dokładnie 3 miesiące temu rozpoczęłam testy produktu Detocell działające antycellulitowo. Gdy zaczynałam akcję było lato, skóra brązowa a z organizmu wręcz parowała witamina D ;) Zauważyliście, że opalony, radosny słońcem człowiek wydaje się sobie znacznie atrakcyjniejszy, niż w szary, listopadowy wieczór? ;)

Udział w akcji pozwolił mi głębić się w tajniki tego kobiecego koszmaru, który bez właściwej pielęgnacji powraca jak powtórki seriali między sezonami. Czy suplementacja jest do tego niezbędna?

Cóż. To zależy, jak wielka jest nasza determinacja do walki z tym paskudztwem. Przyznaję, że wraz z możliwością zakrywania ud legginsami i spodniami, zapał nieco słabł a kosmetyki antycellulitowe poszły w kąt. Biję się w pierś, aczkolwiek - być może dzięki odpowiedniej diecie, dużej ilości wody lub właśnie specyfikowi Detocell, nie wyglądam jak skórzana kanapa z tymi irytującymi guziczkami ;)




Właściwie o ile ze swoich kształtów ostatnio jestem umiarkowanie zadowolona, o tyle z wyglądem skóry w problematycznych miejscach jest o wiele lepiej. Cellulit nie odszedł w całkowite zapomnienie, ale chwycona w szczypce palców skóra ma grudki znacznie mniejsze, niż na początku akcji, co bardzo dobrze rokuje (zwłaszcza, że jest teraz mocno blada, a to ujmuje jej sporo atrakcyjności).

Przechodząc do meritum: polecam czy nie?
Tak - ale pod warunkiem, że naprawdę przyłożymy się do walki z cellulitem i suplementację połączymy z właściwą dietą, pielęgnacją, aktywnością i piciem dużej ilości wody i diuretyków. Tylko wtedy mamy szansę na sukces. Detocell nie jest produktem tanim, ale jeśli jesteś zdeterminowana do walki z pomarańczowym paskudztwem, będą to dobrze zainwestowane pieniądze, a Ty staniesz się piękną kanapą bez denerwujących defektów ;)



Zobacz również:  Just like a pill  |   Pomarańczowa dieta  |   Trening na pomarańczowo  |  Diuretyki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz