Hasło "mała zmiana - duży efekt" znają chyba wszyscy. Wujek Google też je zna, co więcej, ma całkiem sporo na temat małych zmian do powiedzenia.
Temat małych zmian poruszam nieprzypadkowo - nie, tym razem nie wpadłam na pomysł zafarbowania włosów na rodzimy blond (byłby to bowiem efekt niewątpliwie spektakularny, acz dość traumatyczny dla otoczenia), nie przerobiłam żadnej z moich sukienek (mama mi zabroniła - mam odgórny zakaz śpiewania w towarzystwie ludzi oraz samodzielnego szycia). Chodzi o wprowadzanie zmian do naszego życia. Takich zmian, które pomogą nam uczynić świat lepszym miejscem, w którym można znaleźć pracę, polegającą na oglądaniu filmików z kotkami na youtubie, pompki na jednej ręce to takie fiku-miku, a księciowie z bajki czekają na każdym rogu. Wciąż jeszcze wierzę, że tak może być ;)
wtorek, 22 października 2013
wtorek, 8 października 2013
Alejandro, Alejandro...!
W roli głównej będzie dziś występował Burak.
Jak życie niejednokrotnie nam udowodniło, na buractwo można się natknąć znacznie częściej, niż byśmy tego chcieli. Buractwo w polityce wyłazi na przykład z szanownego pana Klimczaka, który warszawskich "słoików" traktuje jak drugą kategorię ludzi [w tym miejscu chciałam pozdrowić dwójkę moich ulubionych, rdzennych Warszawiaków, Iwonkę i Maćka, którzy są najlepszym przykładem na to, że to nie o pochodzenie chodzi, a o charakter, a stereotypy możemy sobie schować w kieszeń].
Kolejny typ buraka to Bob. Pseudonim ten artystyczny kryje za sobą mało wdzięcznego człowieka, którego razem z eN miałyśmy okazję poznać mieszkając po prawej stronie Wisły. Bob był właścicielem wynajmowanego przez nas mieszkania. Stanowczo omawiał zabrania z niego swoich kapci, rakiety do tenisa i katalogów od deweloperów sprzed 10 lat. Choć nie tylko. Legenda głosi, że jeszcze przed moim zamieszkaniem w tych złotem obwieszonych komnatach (dosłownie, sic!), Bob potrafił wstąpić znienacka i rozmrozić lodówkę. Lub zmarnować lokatorom pół soboty, umawiając się z nimi, spóźniając skandalicznie rozgrzebywać pokłady piwnicznych staroci w poszukiwaniu cennego skarbu, po czym znów zakopać skarb w piwnicy i odejść - Bob odchodził z pogodą ducha, lokatorzy zostawali z rozstrojem nerwowym.
Jak życie niejednokrotnie nam udowodniło, na buractwo można się natknąć znacznie częściej, niż byśmy tego chcieli. Buractwo w polityce wyłazi na przykład z szanownego pana Klimczaka, który warszawskich "słoików" traktuje jak drugą kategorię ludzi [w tym miejscu chciałam pozdrowić dwójkę moich ulubionych, rdzennych Warszawiaków, Iwonkę i Maćka, którzy są najlepszym przykładem na to, że to nie o pochodzenie chodzi, a o charakter, a stereotypy możemy sobie schować w kieszeń].
Zdjęcie jak widać, zaczerpnięte w bloga kwestiasmaku.com, który bardzo polecam!
Kolejny typ buraka to Bob. Pseudonim ten artystyczny kryje za sobą mało wdzięcznego człowieka, którego razem z eN miałyśmy okazję poznać mieszkając po prawej stronie Wisły. Bob był właścicielem wynajmowanego przez nas mieszkania. Stanowczo omawiał zabrania z niego swoich kapci, rakiety do tenisa i katalogów od deweloperów sprzed 10 lat. Choć nie tylko. Legenda głosi, że jeszcze przed moim zamieszkaniem w tych złotem obwieszonych komnatach (dosłownie, sic!), Bob potrafił wstąpić znienacka i rozmrozić lodówkę. Lub zmarnować lokatorom pół soboty, umawiając się z nimi, spóźniając skandalicznie rozgrzebywać pokłady piwnicznych staroci w poszukiwaniu cennego skarbu, po czym znów zakopać skarb w piwnicy i odejść - Bob odchodził z pogodą ducha, lokatorzy zostawali z rozstrojem nerwowym.
piątek, 4 października 2013
4, 3, 2, 1....
Komentarz "I'm havin' nightmares with "4,3,2,1..." powinien dać mi nieco do myślenia. Niestety, wstałam mocno rozespana i stwierdziłam, że dziś nie chce mi się wymyślać własnego treningu, wykorzystam gotowca.
Przeglądając ulubione kanały na youtubie natknęłam się na trening, zawierający w sobie trzy słowa kluczowe: tabata, toning i HIIT - który, jak już wspominałam niejednokrotnie, jest moją wielką miłością. Długość treningu wydała mi się również zachęcająca, około 40 minut - w sam raz, by jeszcze pobawić się później moją najnowszą zabaweczką, TRX-em.
Założenie treningu - banalne. Rozgrzewka i kilka ćwiczeń, trwających w sumie 34 minuty, każde wykonywane 8 razy, w serii po 20 sekund work i 10 sekund rest (jak to w tabacie - aczkolwiek ona sama w sobie trwa 4 minuty tu było 8 tabat naraz ;) ). Najgorsze w moim odczuciu były oczywiście pompki, przy ostatniej dwudziestce ręce mi drżały ;) Przy cool downie wiedziałam, że może to nie był najintensywniejszy trening w moim życiu, ale i tak był niezły - nakręcił metabolizm, zmęczył i był fajnym połączeniem treningu interwałowego z wzmacniającym.
Przeglądając ulubione kanały na youtubie natknęłam się na trening, zawierający w sobie trzy słowa kluczowe: tabata, toning i HIIT - który, jak już wspominałam niejednokrotnie, jest moją wielką miłością. Długość treningu wydała mi się również zachęcająca, około 40 minut - w sam raz, by jeszcze pobawić się później moją najnowszą zabaweczką, TRX-em.
Założenie treningu - banalne. Rozgrzewka i kilka ćwiczeń, trwających w sumie 34 minuty, każde wykonywane 8 razy, w serii po 20 sekund work i 10 sekund rest (jak to w tabacie - aczkolwiek ona sama w sobie trwa 4 minuty tu było 8 tabat naraz ;) ). Najgorsze w moim odczuciu były oczywiście pompki, przy ostatniej dwudziestce ręce mi drżały ;) Przy cool downie wiedziałam, że może to nie był najintensywniejszy trening w moim życiu, ale i tak był niezły - nakręcił metabolizm, zmęczył i był fajnym połączeniem treningu interwałowego z wzmacniającym.
środa, 2 października 2013
Łolkin in Mempis, łoooł....
Swojego czasu namiętnie uprawiałyśmy z eN flatwalking. Jego ideę eN wyjaśnia tutaj, zaś pamiętne te chwile zostawiły we mnie swój ślad w postaci mądrości życiowych. Każdy ma jakieś mądrości, pan Cimoszewicz na przykład, że "PO robi wrażenie, że się boi", pani Górniak, że "najbardziej wzmacniający jest rosół", a pan Puchatek, że "miodek najlepszy na wszytko". Z flatwalkingu mądrości mam dwie:
Mądrość 1.
Od samego chodzenia też można się zmęczyć.
Odkrywczość stwierdzenia nie zna granic, tłumy szaleją, w gremium premiującym do Nobla nastało poruszenie. Prawie jak Ameryka.
Z tym, że zmęczenie i spalanie tłuszczu to dwie różne rzeczy. Owszem, podczas spaceru palimy kalorie (spokojny spacer to około 100-150 kcal w godzinę), ale to raczej nie są kalorie pochodzące z tłuszczu- żeby go spalić, należy podnieść tętno do 65-75% HRmax, czego nie da się raczej dokonać chodzeniem (chyba, że jest to naprawdę szybki, energiczny marsz - ale wtedy to już nie jest rekreacyjny spacerek). Nie jest na tyle intensywne, żeby zużywać duże ilości glikogenu z mięśni, nakręca metabolizm w raczej małym stopniu.
Mądrość 1.
Od samego chodzenia też można się zmęczyć.
Odkrywczość stwierdzenia nie zna granic, tłumy szaleją, w gremium premiującym do Nobla nastało poruszenie. Prawie jak Ameryka.
Z tym, że zmęczenie i spalanie tłuszczu to dwie różne rzeczy. Owszem, podczas spaceru palimy kalorie (spokojny spacer to około 100-150 kcal w godzinę), ale to raczej nie są kalorie pochodzące z tłuszczu- żeby go spalić, należy podnieść tętno do 65-75% HRmax, czego nie da się raczej dokonać chodzeniem (chyba, że jest to naprawdę szybki, energiczny marsz - ale wtedy to już nie jest rekreacyjny spacerek). Nie jest na tyle intensywne, żeby zużywać duże ilości glikogenu z mięśni, nakręca metabolizm w raczej małym stopniu.
wtorek, 24 września 2013
Foodporn. Tarta razowa.
Ciasto.Bierzemy 2 szklanki mąki pełnoziarnistej żytniej, wodę, szczyptę soli, jajko i trochę masła (w przepisie było tego 11 łyżek, ja dałam półtora a też wyszło :P ) mieszamy, ucieramy, wyrabiamy kulę ciasta i wkładamy na godzinkę do lodówki. Po upływie tego czasu wkładamy tartę do piekarnika (200 st) na 20 minut.
W międzyczasie szykujemy składniki.
Pół bakłażana (doprawiamy, u mnie był czosnek, odrobina soli i papryka), 20 cm pora, 1 kulka mozzarelli light, dwie figi i pomidor. Można też użyć przecieru pomidorowego, żeby posmarować ciasto przed położeniem składników, ale u mnie obyło się bez tego.
poniedziałek, 23 września 2013
Lord of the Rings czyli na czym polega metabolizm.
Chciałam Wam napisać mądry artykuł na temat metabolizmu, ale im bardziej wgłębiam się w temat, tym głupsza się czuję. Będzie więc po mojemu - prosty przekaz, który pozostawi Wam w psychice niemal tak wielkie dziury, jak "Miłość na bogato". Nie oglądałam ani odcinka, ale śledzę fanpejdża "Filozofia z Miłość na Bogato", więc chodź, pokażę Tobie, że wiem o co cho.
Z grubsza metabolizm to takie reakcje chemiczne, które zachodzą w komórkach i pozwalają im na wzrost, rozpad, zarządzanie strukturą i odpowiedzi na bodźce z zewnątrz. Małymi zarządcami procesów metabolicznych są enzymy, które niczym przemytnicy meksykańskich emigrantów, dorabiają substratom blond włoski i rosyjskie paszporty, przerabiają je w metabolity, a to wszystko odbywa się na tajemnym trakcie zwanym szlakiem metabolicznym. Enzymy nie tylko umożliwiają przeprowadzenie niektórych reakcji poprzez łączenie jednych reakcji z drugimi, a ponadto często przyspieszają ich przebieg.
Szlaki metaboliczne mogą przebiegać dwojako:
Z grubsza metabolizm to takie reakcje chemiczne, które zachodzą w komórkach i pozwalają im na wzrost, rozpad, zarządzanie strukturą i odpowiedzi na bodźce z zewnątrz. Małymi zarządcami procesów metabolicznych są enzymy, które niczym przemytnicy meksykańskich emigrantów, dorabiają substratom blond włoski i rosyjskie paszporty, przerabiają je w metabolity, a to wszystko odbywa się na tajemnym trakcie zwanym szlakiem metabolicznym. Enzymy nie tylko umożliwiają przeprowadzenie niektórych reakcji poprzez łączenie jednych reakcji z drugimi, a ponadto często przyspieszają ich przebieg.
Szlaki metaboliczne mogą przebiegać dwojako:
środa, 18 września 2013
Ruszyła maszyna po szynach ospale...
Drogi pamiętniczku,
Jest kolejny poranek, kiedy zwlokłam się z łóżka tylko dlatego, że kot darł się niemiłosiernie i poczułam wzmożone pragnienie, by zdzielić go ścierką. Podobne pragnienie czułam wczoraj w metrze, gdy pani obok zawzięcie szturchała mnie ręką, zamaszyście stawiając cyferki na swoim sudoku. Na siłowni wolałam już rzucać hantlami - nie rozumiem, dlaczego ludzie tak dziwnie reagują, gdy wolę ćwiczyć w kąciku z moimi hantlami i sztangą, niż rzucać się na wszystkie maszyny o kolei.
Wypadłam z tematu, drogi pamiętniczku, bo miałam pisać o czymś innym.
O śniadaniu.
Moją pierwszą czynnością po przebudzeniu jest, oprócz kłótni z małą, jęczącą bestią, wypicie kilku łyków wody i doczołganie się do czajnika, by wstawić wodę na kawę. Tak, piję kawę. Wiem, że nie powinnam, ale ją lubię i nic na to nie poradzę.
Następnie przygotowuję sobie placek owsiany (czasem omlet szpinakowy - na zdjęciu), który zjadam natentychmiast.
[Boże, jak ciężko pisze się posty o poranku!]
Jest kolejny poranek, kiedy zwlokłam się z łóżka tylko dlatego, że kot darł się niemiłosiernie i poczułam wzmożone pragnienie, by zdzielić go ścierką. Podobne pragnienie czułam wczoraj w metrze, gdy pani obok zawzięcie szturchała mnie ręką, zamaszyście stawiając cyferki na swoim sudoku. Na siłowni wolałam już rzucać hantlami - nie rozumiem, dlaczego ludzie tak dziwnie reagują, gdy wolę ćwiczyć w kąciku z moimi hantlami i sztangą, niż rzucać się na wszystkie maszyny o kolei.
Wypadłam z tematu, drogi pamiętniczku, bo miałam pisać o czymś innym.
O śniadaniu.
Moją pierwszą czynnością po przebudzeniu jest, oprócz kłótni z małą, jęczącą bestią, wypicie kilku łyków wody i doczołganie się do czajnika, by wstawić wodę na kawę. Tak, piję kawę. Wiem, że nie powinnam, ale ją lubię i nic na to nie poradzę.
Następnie przygotowuję sobie placek owsiany (czasem omlet szpinakowy - na zdjęciu), który zjadam natentychmiast.
[Boże, jak ciężko pisze się posty o poranku!]
piątek, 13 września 2013
Męska rzecz.
Parę razy w życiu zdarzało mi się nie być starą panną z
kotem. Bywałam młodą panną z adoratorem i chomikiem. Nie wiem, na ile kot
zaszkodził memu życiu uczuciowemu, natomiast kilka życiowych doświadczeń
nauczyło mnie, że mężczyźni podchodzą do wielu spraw inaczej, niż kobiety.
Jojczenie im „jestem gruuuuba” nie ma sensu – w zależności od faceta, zacznie
stanowczo zaprzeczać, co wzbudzi nasze wielkie podejrzenia, albo też spojrzy
krytycznie i powie „No... może trochę...”, przez co czeka nas parę dni w
piekielnej otchłani rozpaczy.
poniedziałek, 9 września 2013
Deszcze niespokojne poszarpały świat.
Scenka będzie z życia wzięta, z gatunku tych dla ludzi o
mocnych nerwach (ostatnio tego sporo, może jednak przerzucę się na pisanie
thrillerów?). Człowiek jest na diecie (nie, to jeszcze nie ten mrożący krew w
żyłach element), pilnuje swojego planu treningowego i daje z siebie wszystko
podczas ćwiczeń (nie, to dalej nie to) i nagle bach (to to)! Nadchodzi dzień, kiedy
odpuszcza sobie trening, daje namówić na pizzę i piwo, a później pożera pół słoiczka
nutelli, którą zachomikował na wypadek wojny (wiadomo, wojna to rzecz okropna i
mocno nadwątla życiowy optymizm, nutella byłaby elementem podnoszącym na duchu
i dodającym energii – osobiście uważam, że każda fabryka nutelli powinna mieć
schron gdzie podczas zagrożenia mogliby uciekać ludzie).
piątek, 6 września 2013
Home Versus Gym
Każdy ćwiczący człowiek staje w końcu przed dylematem, czy
lepiej ćwiczyć w domu czy na siłowni. Dziś rozwikłamy ten problem (no dobra, ja rozwikłam!), zestawiając
wady i zalety każdego z rozwiązań.
TRENING W DOMU
ZALETY
Za główną zaletę ćwiczeń w domu osobiscie uznaję fakt, że nie trzeba
golić nóg :) Nie trzeba się stroić, malować, dopieszczać, żeby wszyscy osobnicy
wokół robili „łał” na nasz widok. Prawda, że czasem inni domownicy mogą nas
podejrzeć, ale kaman – rodzice widzieli nas kiedyś na golasa, mąż/żona nawet
całkiem niedawno, a ewentualni lokatorzy nie pozostający z nami w żadnym
rilejszynszipie i tak widzieli nas rano w stanie największego potargania, więc
już gorzej być nie może :) Oszczędzamy też czas, który tracimy na dojazd na
siłownię, zaś osobnicy nie korzystający z darów korporacji mogą uniknąć bulenia
za karnet.
Trening domowy możemy ułożyć sobie dowolnie, wykorzystując posiadany sprzęt, lub bazując na ciężarze własnego ciała. Dla ułatwienia skorzystać możnay z gotowych programów na youtubie, kupionych na dvd – whatever, to rzecz gustu. Polecany jest PX90, T25, programy Jilllian, Zuzki i wiele innych, to kwestia tego, co chcecie osiągnąć :) Grunt to ruszyć tyłek z kanapy :)
Trening domowy możemy ułożyć sobie dowolnie, wykorzystując posiadany sprzęt, lub bazując na ciężarze własnego ciała. Dla ułatwienia skorzystać możnay z gotowych programów na youtubie, kupionych na dvd – whatever, to rzecz gustu. Polecany jest PX90, T25, programy Jilllian, Zuzki i wiele innych, to kwestia tego, co chcecie osiągnąć :) Grunt to ruszyć tyłek z kanapy :)
Zdjęcie: facet.interia.pl
WADY
Mniej sprzętu do wyboru, chyba, że ktoś odpowiednio wcześniej zainwestował pieniążki na McDonaldsa i kupił kilka podstawowych sprzętów, dzięki którym można wykonać całościowy trening, równie dobry jak ten na siłowni. Minusem jest też to, że wiele osób ćwiczących w domu totalnie nie zwraca uwagi na technikę ćwiczeń, a warto jednak poświęcić temu odrobinę czasu, wypróbować najpierw kilka pozycji przed lustrem. Technika jest ważna, bo zapewnia nam maksymalne korzyści z danego ćwiczenia, oraz pomaga nam uniknąć kontuzji.
Mniej sprzętu do wyboru, chyba, że ktoś odpowiednio wcześniej zainwestował pieniążki na McDonaldsa i kupił kilka podstawowych sprzętów, dzięki którym można wykonać całościowy trening, równie dobry jak ten na siłowni. Minusem jest też to, że wiele osób ćwiczących w domu totalnie nie zwraca uwagi na technikę ćwiczeń, a warto jednak poświęcić temu odrobinę czasu, wypróbować najpierw kilka pozycji przed lustrem. Technika jest ważna, bo zapewnia nam maksymalne korzyści z danego ćwiczenia, oraz pomaga nam uniknąć kontuzji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




