czwartek, 26 grudnia 2013

You're beautiful, no matter what they say.

Gdy wracam w rodzinne strony uwielbiam urządzać sobie takie małe powroty do przeszłości. Z nostalgią przerzucam stronice książek o Sarze z Avonlea, Kubusiu Puchatku czy mini-horrorach z serii książek o Ulicy Strachu. Czytam ich fragmenty i uśmiecham się pod nosem, wspominając, jak zawinięta w kołdrę, uzbrojona w kilka kubków herbaty, spędzałam długie godziny nad losami bohaterów i moimi własnymi marzeniami...
Wywołującymi emocje czytadłami są też moje pamiętniki - to coś, co młode dziewczęta piszą zamiast bloga ;) Nie służyło do użytku publicznego, dzięki czemu szczerze jak na spowiedzi zapisywałam każde słowo... Ze zdumieniem i wzruszeniem patrzę na daty typu 1996, 2000, 2003... gdzieś między stronice zatknięte są bilety z moich pierwszych koncertowych wypraw z 2006 roku, które mimo wszystko na zawsze pozostawią ciepły ślad i dużo dobrych emocji. Śmieję się w głos czytając o niektórych kłótniach z koleżankami, z ponurą zadumą obserwuję, jak niektóre rzeczy w otoczeniu nie zmieniły się ani trochę...

niedziela, 22 grudnia 2013

Ho ho ho! Merry Christmas! :) [Poradnik świąteczny]

Święta to taki magiczny czas... ;)

We wszystkich zagranicznych filmach i serialach widać feerię światełek i świątecznych imprez, które Bridget Jones z pewnych względów źle wspomina ;) W naszych polskich odpowiednikach widać łamanie opłatkiem u Lubiczów, świąteczne awantury gdzieś na Wspólnej i Maćka Stuhra (<3) celującego śnieżką w twarz Romy Gąsiorowskiej. Szklana pogoda rozbłyskuje w rytm filmu o chłopcu, który na święta został sam w domu, a o północy w Wigilię co drugi Polak ma dość świąt, rodziny i szuka pocieszenia w jedzeniu.

Wizja to niezbyt optymistyczna, ale prawdziwa... Co zrobić, by święta przetrwać, polubić i nie wtoczyć w siebie dodatkowych milionów kalorii?

Świąteczny Obrazek


1). Przygotuj się psychicznie. Od czasu do czasu trzeba jednak znieść irytującego wujka, dopytującego, dlaczego wciąż nie masz chłopaka, ciocię, która po którymś głębszym wyznaje, że jesteś dla niej jak drugie dziecko, a to, że rozmawia z Tobą raz do roku to wina Tuska, oraz wszystkie inne okoliczności przyrody. To jak ból po wyrwaniu zęba, jest intensywny, ale na szczęście krótki, i po paru dniach można wrócić do swoich zajęć i beztroskiego uwielbienia dla spędzanego na siłowni życia singla ;)

czwartek, 19 grudnia 2013

Man! I feel like a woman...

Na komputerze mam przygotowane dwa inne posty, ale oczywiście w tak zwanym międzyczasie postanowiłam napisać trzeci. W zasadzie temat jest mało fitnessowy (w sumie to wcale nie fitnessowy ale na szczęście mogę tu pisać, co chcę :P) ...dziś zwyczajna, sentymentalna prywata.

Drogi czytelniku,
Nie znamy się za dobrze, więc gwoli wyjaśnienia - najbardziej na świecie wzruszają mnie trzy rzeczy: starsi ludzie, zwierzęta i dzieci. Legendą już obrosła historia, gdy popłakałam się na reklamie pewnej telefonii komórkowej, której głównym bohaterem był starszy człowiek, który dzwonił do swojego syna - a ten nie miał dla niego nigdy czasu. Odebrał dopiero telefon ze szpitala, dokąd dotarł i zamiast swojego taty, zastał puste łóżko. Miało to swój happy end (reklama!), a mi łzy zdążyły cieknąć ciurkiem. Podobnież pamiętam pewien odcinek Ally McBeal, gdzie pewien pan w sile wieku domagał się o zgodę na operacje, gdyż guz mózgu dawał mu wieczny optymizm, ale nie pozwalał opłakać śmierci żony. Zgadnijcie, co było gdy do operacji doszło i emocje go dopadły.

czwartek, 5 grudnia 2013

Bo ja jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję!

Ten tekst tworzyłam niejako na raty, przy czym najpierw powstała część obrazkowa, po czym przerwałam  jego tworzenie (bo musiałam wyjść na trening), później minęły lata świetlne podczas których okazało się, że Ewa Ch. też się zwierzała ze swoich zawodowych przeszłości, więc popadłam w wątpliwość, czy w ogóle publikować. Po tej chwili marazmu, kiedy to spać w nocy nie mogłam w obawie o to, czy to nie pójdzie w plagiat, postanowiłam: zamieszczę, ale to, co miało iść na końcu, pójdzie na początek.

I tak oto wpis zaczyna się nie w roku 2004, a w 2013.

Część I. 
Nadwaga i otyłość w Polsce, ulubiona aktywność naszych krajan i najczęściej wymieniane wymówki. 

W mojej obecnej pracy mam dużo wspólnego z wyszukiwaniem danych medycznych. Stąd też czasem mam okazję natykać się na różne statystyki, ściśle wiążące się z moimi zainteresowaniami- jak wiadomo cukrzyca, otyłość i nadwaga, brak ruchu, to są wszystko rzeczy, które prowadzą do powikłań, na temat których ja później muszę generować wykresy, tabelki, długie warstwy tekstu i inne cuda na kiju wołające "What the fox says?". Było już o nadwadze i otyłości wśród dzieci, więc teraz pora na dorosłych.

sobota, 30 listopada 2013

18 + czyli...

Oprócz "Przyjaciół", jednym z moiich ulubionych seriali jest "Greys Anatomy". Nie tylko ze względu na piękne ciała Erica Dane'a czy Jessego Williamsa... Choć nie ukrywam, że jest to fajna wisienka na torcie :)


"Chirurgów" oglądam również ze względu na bogactwo cytatów, które często zadziwiały mnie swą trafnością. Oglądając serial można by pomyśleć, że lekarze to po pierwsze ludzie z pasją do grzebania we wnętrznościach, po drugie - osoby bardzo popaprane emocjonalnie, po trzecie - seksoholicy ;) Ich czas płynie na operacjach, piciu tequili w pobliskim barze oraz "przytulaniu się" w każdym możliwym miejscu szpitala.

piątek, 29 listopada 2013

Dream a little dream.

Dziś będzie trochę bardziej na poważnie. Dziś będzie o marzeniach…
Jako mała dziewczynka (nie ukrywajmy, trochę pulpet, na babcinej hodowli) marzyłam, że zostanę piosenkarką. W repertuarze miałam głównie „Rolnik sam w dolinie..”, którym zamęczałam otoczenie do utraty tchu (mojego) i włosów (ich, tych rwanych z głowy w przypływie desperacji). Istnieją na to twarde dowody – włosów nikt nie spamiątkował , ale taśmy prawdy rodzice przechowują w archiwum. Zapewne na wypadek, gdybym kiedyś wywinęła jakiś numer i chcieli mnie zaszantażować ;)


sobota, 23 listopada 2013

How I Met My Cell Phone

Dzieci, dawno, dawno temu, były sobie magiczne czasy, gdy komputer PC wyglądał tak:


a w większości domów nie było Internetu i żeby pół godziny pogadać na czacie z chłopakiem z sąsiedniej wsi, trzeba było zostawić w kafejce internetowej całe swoje kieszonkowe. Mimo drożyzny, magia Sieci działała już wtedy i stanowiska komputerowe często były na tyle oblegane, że trzeba było się najpierw zapisać.  

*Gościnnie w roli dzieci - dzieci z HIMYM ;)

Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej internetowej randki: ja, grubawe pacholę, bardzo nieśmiałe i przerażone, spotkałam się z wysokim, chudym i bardzo wyperfumowanym chłopcem, który przyjechał po mnie ryczącym na góry i doliny Fiatem 126p. Jako, że meandry randkowe były mi wówczas obce, odbębniłam z nim 15 minutowy spacer po mieścinie mej, odmówiłam spożycia alkoholu i wyjazdu do większego miasta by zasiąść „w lokalu”, więc chłopaczek wsadził swoje kościste litery cztery w fiata i odjechał w siną dal. Romantyczne marzenia o miłości z sieci pozostały, a nawet nasiliły się, gdy swoje triumfy święciła „Samotność w sieci”[przy czym stwierdzam zdecydowanie, że autorstwa pana Wiśniewskiego dużo bardziej godne polecenia są „Sceny z życia za ścianą” oraz „Martyna”, które są istną kopalnią smutnych acz prawdziwych cytatów, w których odnajdowałam siebie, bo pół życia łaziłam ze złamanym sercem].

poniedziałek, 18 listopada 2013

Białe koszule po sznurze szłyyyyy!

Już po temacie można się zorientować, że post będzie zawierał tematykę mocno muzyczną.
Muzyka to nieodłączny element mojego życia - za dziecięctwa zadręczałam rodzinę piosenką o rolniku, później kolekcjonowałam kasety Roxette i Michaela Jacskona, jeszcze później przyszły te czasy, o których się głośno nie mówi. No bo jak się człowiek kochał w Brianie z Bacstreet Boys i koniecznie chciał być uroczy jak Emma ze Spice Girls, to jednak nie świadczy o człowieku jak o przyszłym geniuszu. Niestety, był w moim życiu ten epizod, gdy udręczona śpiewałam "I'll never break your heart", a pod przymkniętymi romantycznie powiekami pojawiały się obrazki podobne do tego poniżej.

piątek, 8 listopada 2013

Niebezpieczne igraszki. Lets swing together.

Złota zasada każdej osoby aktywnej, że jeśli wciąż wyglądasz ładnie po treningu, to znaczy, że nie trenowałeś wystarczająco dobrze nie sprawdza się, gdy wyglądasz jak neandertalczyk wypuszczony z jaskini, a w Twoim kierunku zmierza najpiękniejszy trener na siłowni*. Uświadamiasz sobie wtedy okrutną prawdę, że Twoje włosy sterczą we wszystkich możliwych kierunkach z  jednej strony i są przylizane jak krowim językiem z drugiej. Że ogoliłaś tylko jedną nogę, że spociłaś się tak, że wyglądasz, jak byś z wrażenia popuściła, a zamiast treningowego ręcznika, masz ze sobą jakąś płachtę z Hello Kitty. Nie wszystkie te straszności przytrafiły mi się wczoraj, ale jakieś 60% owszem.

środa, 6 listopada 2013

Luz Maria czyli telenowela o Indeksie Glikemicznym, odcinek 86373

O indeksie glikemicznym już wspominałam i wspominać będę niejednokrotnie, bo temat jest znacznie głębszy niż umysł konia Joli Rutowicz, ba (że o samej Joli nie wspomnę). Tak w ogóle, to nie było ostatnio o celebrytach poza smrodem Brada P., prawda?
Szybki przegląd właściwej prasy (no dobra, nie oszukujmy się, pudelka) pozwala stwierdzić, że świat żyje haloweenowymi przebierankami na hollywoodzkich party (furorę robi Paris Hilton, której wywalając język udało się przebrać za Miley Cyrus, ulubienicę wszystkich mam – każda marzy, by jej córka poszła w ślady liżącej młotek pannicy), oraz procesem pociążowego chudnięcia dwóch pań – księżnej Kate (która w zaskakującym tempie odzyskuje swoje chudziutkie kształty) i Kim Kardashian (której chudziutkie kształty raczej nie grożą). Słowem – nuda. Muszę sobie teraz kupić jakiegoś Focusa, żeby wywalić z głowy ten chłam.