Na komputerze mam przygotowane dwa inne posty, ale oczywiście w tak zwanym międzyczasie postanowiłam napisać trzeci. W zasadzie temat jest mało fitnessowy (w sumie to wcale nie fitnessowy ale na szczęście mogę tu pisać, co chcę :P) ...dziś zwyczajna, sentymentalna prywata.
Drogi czytelniku,
Nie znamy się za dobrze, więc gwoli wyjaśnienia - najbardziej na świecie wzruszają mnie trzy rzeczy: starsi ludzie, zwierzęta i dzieci. Legendą już obrosła historia, gdy popłakałam się na reklamie pewnej telefonii komórkowej, której głównym bohaterem był starszy człowiek, który dzwonił do swojego syna - a ten nie miał dla niego nigdy czasu. Odebrał dopiero telefon ze szpitala, dokąd dotarł i zamiast swojego taty, zastał puste łóżko. Miało to swój happy end (reklama!), a mi łzy zdążyły cieknąć ciurkiem. Podobnież pamiętam pewien odcinek Ally McBeal, gdzie pewien pan w sile wieku domagał się o zgodę na operacje, gdyż guz mózgu dawał mu wieczny optymizm, ale nie pozwalał opłakać śmierci żony. Zgadnijcie, co było gdy do operacji doszło i emocje go dopadły.
czwartek, 19 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
Bo ja jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję!
Ten tekst tworzyłam niejako na raty, przy czym najpierw powstała część obrazkowa, po czym przerwałam jego tworzenie (bo musiałam wyjść na trening), później minęły lata świetlne podczas których okazało się, że Ewa Ch. też się zwierzała ze swoich zawodowych przeszłości, więc popadłam w wątpliwość, czy w ogóle publikować. Po tej chwili marazmu, kiedy to spać w nocy nie mogłam w obawie o to, czy to nie pójdzie w plagiat, postanowiłam: zamieszczę, ale to, co miało iść na końcu, pójdzie na początek.
I tak oto wpis zaczyna się nie w roku 2004, a w 2013.
Część I.
Nadwaga i otyłość w Polsce, ulubiona aktywność naszych krajan i najczęściej wymieniane wymówki.
W mojej obecnej pracy mam dużo wspólnego z wyszukiwaniem danych medycznych. Stąd też czasem mam okazję natykać się na różne statystyki, ściśle wiążące się z moimi zainteresowaniami- jak wiadomo cukrzyca, otyłość i nadwaga, brak ruchu, to są wszystko rzeczy, które prowadzą do powikłań, na temat których ja później muszę generować wykresy, tabelki, długie warstwy tekstu i inne cuda na kiju wołające "What the fox says?". Było już o nadwadze i otyłości wśród dzieci, więc teraz pora na dorosłych.
I tak oto wpis zaczyna się nie w roku 2004, a w 2013.
Część I.
Nadwaga i otyłość w Polsce, ulubiona aktywność naszych krajan i najczęściej wymieniane wymówki.
W mojej obecnej pracy mam dużo wspólnego z wyszukiwaniem danych medycznych. Stąd też czasem mam okazję natykać się na różne statystyki, ściśle wiążące się z moimi zainteresowaniami- jak wiadomo cukrzyca, otyłość i nadwaga, brak ruchu, to są wszystko rzeczy, które prowadzą do powikłań, na temat których ja później muszę generować wykresy, tabelki, długie warstwy tekstu i inne cuda na kiju wołające "What the fox says?". Było już o nadwadze i otyłości wśród dzieci, więc teraz pora na dorosłych.
sobota, 30 listopada 2013
18 + czyli...
Oprócz "Przyjaciół", jednym z moiich ulubionych seriali jest "Greys Anatomy". Nie tylko ze względu na piękne ciała Erica Dane'a czy Jessego Williamsa... Choć nie ukrywam, że jest to fajna wisienka na torcie :)
"Chirurgów" oglądam również ze względu na bogactwo cytatów, które często zadziwiały mnie swą trafnością. Oglądając serial można by pomyśleć, że lekarze to po pierwsze ludzie z pasją do grzebania we wnętrznościach, po drugie - osoby bardzo popaprane emocjonalnie, po trzecie - seksoholicy ;) Ich czas płynie na operacjach, piciu tequili w pobliskim barze oraz "przytulaniu się" w każdym możliwym miejscu szpitala.
piątek, 29 listopada 2013
Dream a little dream.
Dziś będzie trochę bardziej na
poważnie. Dziś będzie o marzeniach…
Jako mała dziewczynka (nie ukrywajmy,
trochę pulpet, na babcinej hodowli) marzyłam, że zostanę
piosenkarką. W repertuarze miałam głównie „Rolnik sam w
dolinie..”, którym zamęczałam otoczenie do utraty tchu (mojego)
i włosów (ich, tych rwanych z głowy w przypływie desperacji).
Istnieją na to twarde dowody – włosów nikt nie spamiątkował ,
ale taśmy prawdy rodzice przechowują w archiwum. Zapewne na
wypadek, gdybym kiedyś wywinęła jakiś numer i chcieli mnie
zaszantażować ;)
sobota, 23 listopada 2013
How I Met My Cell Phone
Dzieci, dawno, dawno temu, były sobie magiczne czasy, gdy
komputer PC wyglądał tak:
a w większości domów nie było Internetu i żeby pół godziny
pogadać na czacie z chłopakiem z sąsiedniej wsi, trzeba było zostawić w kafejce
internetowej całe swoje kieszonkowe. Mimo drożyzny, magia Sieci działała już
wtedy i stanowiska komputerowe często były na tyle oblegane, że trzeba było się najpierw
zapisać.
*Gościnnie w roli dzieci - dzieci z HIMYM ;)
Nigdy nie zapomnę swojej
pierwszej internetowej randki: ja, grubawe pacholę, bardzo nieśmiałe i przerażone,
spotkałam się z wysokim, chudym i bardzo wyperfumowanym chłopcem, który przyjechał
po mnie ryczącym na góry i doliny Fiatem 126p. Jako, że meandry randkowe były mi
wówczas obce, odbębniłam z nim 15 minutowy spacer po mieścinie mej, odmówiłam
spożycia alkoholu i wyjazdu do większego miasta by zasiąść „w lokalu”, więc
chłopaczek wsadził swoje kościste litery cztery w fiata i odjechał w siną dal.
Romantyczne marzenia o miłości z sieci pozostały, a nawet nasiliły się, gdy swoje
triumfy święciła „Samotność w sieci”[przy czym stwierdzam zdecydowanie, że
autorstwa pana Wiśniewskiego dużo bardziej godne polecenia są „Sceny z życia za
ścianą” oraz „Martyna”, które są istną kopalnią smutnych acz prawdziwych
cytatów, w których odnajdowałam siebie, bo pół życia łaziłam ze złamanym sercem].
poniedziałek, 18 listopada 2013
Białe koszule po sznurze szłyyyyy!
Już po temacie można się zorientować, że post będzie zawierał tematykę mocno muzyczną.
Muzyka to nieodłączny element mojego życia - za dziecięctwa zadręczałam rodzinę piosenką o rolniku, później kolekcjonowałam kasety Roxette i Michaela Jacskona, jeszcze później przyszły te czasy, o których się głośno nie mówi. No bo jak się człowiek kochał w Brianie z Bacstreet Boys i koniecznie chciał być uroczy jak Emma ze Spice Girls, to jednak nie świadczy o człowieku jak o przyszłym geniuszu. Niestety, był w moim życiu ten epizod, gdy udręczona śpiewałam "I'll never break your heart", a pod przymkniętymi romantycznie powiekami pojawiały się obrazki podobne do tego poniżej.
Muzyka to nieodłączny element mojego życia - za dziecięctwa zadręczałam rodzinę piosenką o rolniku, później kolekcjonowałam kasety Roxette i Michaela Jacskona, jeszcze później przyszły te czasy, o których się głośno nie mówi. No bo jak się człowiek kochał w Brianie z Bacstreet Boys i koniecznie chciał być uroczy jak Emma ze Spice Girls, to jednak nie świadczy o człowieku jak o przyszłym geniuszu. Niestety, był w moim życiu ten epizod, gdy udręczona śpiewałam "I'll never break your heart", a pod przymkniętymi romantycznie powiekami pojawiały się obrazki podobne do tego poniżej.
piątek, 8 listopada 2013
Niebezpieczne igraszki. Lets swing together.
Złota zasada każdej osoby aktywnej, że jeśli wciąż wyglądasz ładnie po treningu, to znaczy, że nie trenowałeś wystarczająco dobrze nie sprawdza się, gdy wyglądasz jak neandertalczyk wypuszczony z jaskini, a w Twoim kierunku zmierza najpiękniejszy trener na siłowni*. Uświadamiasz sobie wtedy okrutną prawdę, że Twoje włosy sterczą we wszystkich możliwych kierunkach z jednej strony i są przylizane jak krowim językiem z drugiej. Że ogoliłaś tylko jedną nogę, że spociłaś się tak, że wyglądasz, jak byś z wrażenia popuściła, a zamiast treningowego ręcznika, masz ze sobą jakąś płachtę z Hello Kitty. Nie wszystkie te straszności przytrafiły mi się wczoraj, ale jakieś 60% owszem.
środa, 6 listopada 2013
Luz Maria czyli telenowela o Indeksie Glikemicznym, odcinek 86373
O indeksie glikemicznym już wspominałam i wspominać będę
niejednokrotnie, bo temat jest znacznie głębszy niż umysł konia Joli Rutowicz,
ba (że o samej Joli nie wspomnę). Tak w ogóle, to nie było ostatnio o
celebrytach poza smrodem Brada P., prawda?
Szybki przegląd właściwej prasy (no dobra, nie oszukujmy
się, pudelka) pozwala stwierdzić, że świat żyje haloweenowymi przebierankami na
hollywoodzkich party (furorę robi Paris Hilton, której wywalając język udało
się przebrać za Miley Cyrus, ulubienicę wszystkich mam – każda marzy, by jej
córka poszła w ślady liżącej młotek pannicy), oraz procesem pociążowego
chudnięcia dwóch pań – księżnej Kate (która w zaskakującym tempie odzyskuje
swoje chudziutkie kształty) i Kim Kardashian (której chudziutkie kształty
raczej nie grożą). Słowem – nuda. Muszę sobie teraz kupić jakiegoś Focusa, żeby
wywalić z głowy ten chłam.
czwartek, 31 października 2013
Sawła wiwr
No dobra.
Od jednego z czytelników (i jednocześnie serdecznego przyjaciela pozdrawiam ;) ) usłyszałam ostatnio, że na litość bardziej lub mniej boską, o czym ja tu w ogóle piszę? O d.... Maryni za przeproszeniem. Że o burakach? O babci?
No to dzisiaj będzie wprost, drodzy Państwo. Dzisiaj będzie o etykiecie siłownianej. Niby sporo osób już o tym wspominało, ale po obserwacjach na moim własnym gymie sądzę, że warto o kilku sprawach przypomnieć.
1). Na siłownię nosimy ze sobą ręcznik.
Owszem, każdemu może zdarzyć się zapomnieć, i tragedii wtedy nie ma, ale lepiej mieć. Choćby żeby położyć na macie przy rozciąganiu, albo żeby pot nie kapał na bieżnię. Żeby nie było obrzydliwie.
2). Po użyciu maszyny przecieramy ją papierowym ręcznikiem z płynem dezynfekującym.
I tu apel do klubów fitness, które tę kwestię zaniedbują - osobiście nie lubię wchodzić na takie czy inne urządzenie, na którym przed chwilą jakiś pan czy pani woniała intensywnymi ćwiczeniami. Siłownia jest po to, żeby się wściekle zmęczyć i wypocić, ale to nie znaczy, że powinniśmy swoim DNA znaczyć całe terytorium. Nie wycierającym przypominam, że warto zrobić komuś tę przyjemność, klubom nie posiadającym (i tu niegrzecznie wskażę paluchem na nowo powstały obiekt fitness w rodzinnych stronach, wybaczę Wam nie posiadanie piłki lekarskiej, powerbaga, maszyn do nóg, ale braku płynu dezynfekującego - nie) doradzam tę mało kosztowną, ale jakże potrzebną inwestycję.
Od jednego z czytelników (i jednocześnie serdecznego przyjaciela pozdrawiam ;) ) usłyszałam ostatnio, że na litość bardziej lub mniej boską, o czym ja tu w ogóle piszę? O d.... Maryni za przeproszeniem. Że o burakach? O babci?
No to dzisiaj będzie wprost, drodzy Państwo. Dzisiaj będzie o etykiecie siłownianej. Niby sporo osób już o tym wspominało, ale po obserwacjach na moim własnym gymie sądzę, że warto o kilku sprawach przypomnieć.
1). Na siłownię nosimy ze sobą ręcznik.
Owszem, każdemu może zdarzyć się zapomnieć, i tragedii wtedy nie ma, ale lepiej mieć. Choćby żeby położyć na macie przy rozciąganiu, albo żeby pot nie kapał na bieżnię. Żeby nie było obrzydliwie.
2). Po użyciu maszyny przecieramy ją papierowym ręcznikiem z płynem dezynfekującym.
I tu apel do klubów fitness, które tę kwestię zaniedbują - osobiście nie lubię wchodzić na takie czy inne urządzenie, na którym przed chwilą jakiś pan czy pani woniała intensywnymi ćwiczeniami. Siłownia jest po to, żeby się wściekle zmęczyć i wypocić, ale to nie znaczy, że powinniśmy swoim DNA znaczyć całe terytorium. Nie wycierającym przypominam, że warto zrobić komuś tę przyjemność, klubom nie posiadającym (i tu niegrzecznie wskażę paluchem na nowo powstały obiekt fitness w rodzinnych stronach, wybaczę Wam nie posiadanie piłki lekarskiej, powerbaga, maszyn do nóg, ale braku płynu dezynfekującego - nie) doradzam tę mało kosztowną, ale jakże potrzebną inwestycję.
czwartek, 24 października 2013
Babciu, a dlaczego masz taką wielką lodówkę?
To nie jest żadna Ameryka - wizyty u babci to ciężki kawałek chleba dla osób pragnących stracić na wadze/wyrzeźbić sylwetkę (no chyba, że to zawodnik sumo, on je tyle, że unika go nawet nieszczęsna babuszka, która ma już serdecznie dosyć robienia 200 pierogów na każdą wizytę wnuczka).
Babcia to zazwyczaj bardziej lub mniej miła staruszka, której wraz z pojawieniem się na świecie wnuczka uaktywniana jest przyczajona wcześniej komenda: NAKARMIĆ. Niestety, ktokolwiek programował babcię na ten tryb, zapomniał wgrać jej trybu oszczędnościowego, więc babcia szaleje. Pierogi, kluseczki, kanapeczki, czekoladki, knedliki, wszystko po staropolsku okraszone dużą ilością tłuszczu. Oczywiście są i warzywa. Zasmażane buraczki , takaż kapusta, ewentualnie surówka z kapusty, marchwi i jabłka, koniecznie z dużą ilością cukru i oleju. Niestety, wszystko przygotowane jest w magiczny sposób tak pysznie, że trudno jest odmówić...
Nad efektami boleje cały Internet.
Babcia to zazwyczaj bardziej lub mniej miła staruszka, której wraz z pojawieniem się na świecie wnuczka uaktywniana jest przyczajona wcześniej komenda: NAKARMIĆ. Niestety, ktokolwiek programował babcię na ten tryb, zapomniał wgrać jej trybu oszczędnościowego, więc babcia szaleje. Pierogi, kluseczki, kanapeczki, czekoladki, knedliki, wszystko po staropolsku okraszone dużą ilością tłuszczu. Oczywiście są i warzywa. Zasmażane buraczki , takaż kapusta, ewentualnie surówka z kapusty, marchwi i jabłka, koniecznie z dużą ilością cukru i oleju. Niestety, wszystko przygotowane jest w magiczny sposób tak pysznie, że trudno jest odmówić...
Nad efektami boleje cały Internet.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




